Nie matura lecz chęć szczera…

Lech

Wreszcie nadszedł termin egzaminów. Pierwszy – pisemny z polskiego. Wybrałem temat o Mickiewiczu. Uznałem, że ranga egzaminu zasługuje na 11 stron i zacząłem pisać. Skończyłem, policzyłem zapisane  strony – jedenaście.
Następny był egzamin pisemny z matematyki. Zaskoczyło mnie zadanie jakie rozwiązywaliśmy jeszcze w szkole podstawowej – coś w rodzaju – pociąg wyrusza ze stacji i jedzie z prędkością 60km/godz, 30 minut później wyrusza następny pociąg, który jedzie z prędkością 90 km/godz. Po jakim czasie dogoni on pierwszy pociąg? Nastąpił jakiś blok w mózgu, gorączkowo porównywałem czasy i nic z tego nie wynikało. Pan Bielas zajrzał mi kilka razy przez ramię, wreszcie nie wytrzymał – porównaj odległość – syknął. Oczywiście! Jednak to wydarzenie tak mnie zdeprymowało, że również w innych zadaniach robiłem sporo błędów, wiedziałem, że tu nie będzie dobrego wyniku.

Egzamin ustny – polski – czysta formalność, fizyka – dobrze, historia również. Matematyka – znowu tragedia. Zadanie z trygonometrii było rzeczywiście wyjątkowo trudne i nie dokończyłem go z braku czasu. Drugie pytanie – nie pamiętam jak było sformułowane, ale w ogóle nie rozumiałem o co chodzi. Pan Bielas próbował naprowadzić mnie na właściwą drogę, wreszcie polecił: pisz – limes… Wytrzeszczyłem ze zdumienia oczy – co to znaczy limes? Teraz pan Bielas się zdumiał. Jak to co to znaczy – granica – pisz: limes… – Nie wiem o co chodzi, tego nie przerabialiśmy na lekcji. Pan Bielas zaniemówił. Ostatnie pytanie było formalnością, chyba odpowiedziałem dobrze, ale to już nie miało wielkiego znaczenia. Po kilku dniach rozmawiałem na ten temat z kolegą z klasy. Zadanie z trygonometrii – na moją prośbę spróbował je rozwiązać – zajęło mu to 20 minut. To było jednak za dużo jak na egzamin ustny. Słyszałeś takie słowo – limes? – zapytałem. – A, tak – granica – o tym była jedna lekcja, tam był taki przykład… To był dokładnie przykład z mojego egzaminu. Widocznie opuściłem tę lekcję i nie przyszło mi do głowy dowiedzieć się co było przerabiane.
Wynik końcowy – pięć trójek – w tym z matematyki. Wielkim zaskoczeniem była dla mnie czwórka z rosyjskiego. Wszak w ósmej klasie zostałem według mojej opinii skrzywdzony przez nauczyciela i od tego czasu zupełnie się do tego przedmiotu nie przykładałem i nigdy nie dostałem stopnia lepszego niż trójka. Tę czwórkę uznałem za rekompensatę dawnej niesprawiedliwości, ale może wychowawca podciągnął mi ocenę po prostu z dobrego serca.

Trójka z matematyki – bałem się Matce spojrzeć w oczy. Żeby jej jakoś zrekompensować sprawiony zawód powiedziałem, że za to nie wezmę udziału w balu maturalnym. Teraz z kolei Matka uważała, że jestem zbyt surowy dla siebie. Prawda była taka, że nie miałem żadnej partnerki na bal i nie przychodziło mi do głowy kogo mógłbym zaprosić. 
Oto pamiątkowe zdjęcie – ja, czwarty od lewej w górnym rzędzie, Tadeusz trzeci od lewej (wliczając w to nauczyciela) w środkowym rzędzie…

Matura

Po zdjęciu wróciłem do domu. 

Lech

Po prawej moje zdjęcie na świadectwie maturalnym. Niestety kieleccy fryzjerzy w zakładzie pana Sadło nie wiedzieli z której strony zabrać się do (strzyżena) jeża. Brali kolejne kosmyki włosów między dwa palce i cięli je nożyczkami. Wyniki były często dość karykaturalne.

Kilka tygodni po maturze pojechałem do Warszawy na egzamin na Politechnikę. Zamieszkałem u stryja Ziemowita, na Ochocie. Pogody były piękne i sporo czasu spędzałem na basenie Legii. Widziałem, że stryjowi bardzo to się nie podobało, ale stwierdziłem, że generalnie jestem dobrze przygotowany (o maturalnej trójce z matematyki nie powiedziałem) i kilka godzin nauki w niczym mi nie pomoże.
Egzamin pisemny z matematyki. Tym razem byłem jak w transie. Rozwiązałem wszystkie zadania  w czasie krótszym niż godzina i gdy wstałem oddać pracę asystent spytał mnie z troską czy dobrze się czuję i czy może chcę jeszcze sprawdzić swoje rozwiązanie. Nie chciałem. Prosto z uczelni pojechałem na basen.
Egzamin ustny. Matematyka – dobra passa trwała. Pytania wydawały mi się dziecinnie proste. Fizyka – pytania były jeszcze prostsze, za proste. Szykując się do egzaminu rozwiązywałem wiele zadań, niektóre były mocno skomplikowane i na coś takiego byłem nastawiony. Tu nie dostałem żadnego zadania tylko pytania typu – zależność ciśnienia atmosferycznego od wysokości. Coż za pytanie, co to ma wspólnego z elektrycznością? Wiadomo, im wyżej tym ciśnienie niższe – w głowie krążyły mi opowieści o wyprawach himalajskich, atak Polaków na Nanda Devi, Mallory zaginiony podczas zdobywania Mt Everest, sukces Tensinga i Hillarego w 1953 roku – asystent kiwał z uśmiechem głową – tak, maleje gdy wysokość rośnie – proszę mówić dalej. Nie miałem już nic do powiedzenia. Nawet nie poszedłem na basen. Wieczorem wróciłem do Kielc. Po 2 tygodniach nadeszła informacja, że na studia się nie dostałem. 

Dla Matki był to ogromny cios. Było mi Jej bardzo żal. O siebie zbyt się nie martwiłem, po pierwsze i nie wiedziałem co chcę studiować więc nie miałem poczucia żadnej straty, po drugie nie miałem jeszcze skończonych 17 lat więc obowiązkowa służba wojskowa mi nie groziła. Natomiast dla Matki była to porażka i na dodatek wstyd przed braćmi Ojca, którzy wielokrotnie rzucali komentarze, że zbyt mało ode mnie wymaga. 
Według braci Ojca to niepowodzenie powinno wyjść mi na dobre. Teraz powinienem spędzić rok na pracy zarobkowej i ostrym przygotowaniu do egzaminów za rok.

Póki co była dopiero połowa lipca, nie zamierzaliśmy podejmowac żadnych działań do końca wakacji.
Nie minęło wiele czasu a spotkałem na ulicy moją kuzynkę Jagodę – córkę stryja Ziemowita. Jagoda była wyjątkowo serdeczną osobą. Nie wspomniała ani słowem o egzaminach lecz spytała czy nie wybrałbym się na pieszą wycieczkę w Pieniny i Gorce. Wycieczkę organizowała ciocia Jagody, pani Julia Sławoszewska. Państwa Sławoszewskich znałem bardzo dobrze. Miałem w pamięci instrukcję Matki – gdybym umarła to idź do pp. Sławoszewskich, oni będą wiedzieli co zrobić. Mieszkałem u nich kiedyś przez 6 tygodni gdy Matka musiała wyjechać do Gliwic na obowiązkowe szkolenie zawodowe.
Pani Sławoszewsska była nauczycielką, polonistką, w szkole im Królowej Jadwigi w klasach licealnych. Na wycieczkę zabrała ze sobą swoje dwie byłe uczennice, które obecnie już były na studiach.

Kupiłem plecak i za dwa dni pojechaliśmy w piątkę pociągiem do Nowego Targu. Program wędrówki był bardzo ciekawy – Czorsztyn, zamek w Niedzicy, spływ Dunajcem, wejście na Trzy Korony, stamtąd na Turbacz i zejście do Rabki.
Na zamku w Niedzicy spotkaliśmy turystę z Brazylii, który opowiedział nam o skarbach, które ponoć ukryli tu Inkowie – KLIK. W Szczawnicy, w schronisku, w którym mieszkaliśmy miałem okazję zagrać z Jagodą w bridża. W domu jej ojca co roku spędzałem ferie zimowe albo Wielkanocne. Tam grali w bridża podczas każdego spotkania towarzyskiego, ale mnie do gry nie zapraszali. To była moja pierwsza gra z dorosłymi i z radością stwierdziłem, że gram nie gorzej od nich.
Kolejny nocleg był we wsi Ochotnica, u gospodarza. Ze zdziwieniem spostrzegłem, że relacje między panią Sławoszewską a gospodarzem były chyba jak za czasów feudalnych. Nie jestem pewien jak wyglądało rozliczenie finansowe za nocleg i posiłki, ale podejrzewam, że było na zasadzie – co łaska. Z drugiej strony jestem pewien, że p. Sławoszewska wynagrodzila gospodarzy bardzo dobrze.
Również podczas wędrówki do Rabki gdy przechodziliśmy przez wieś zapukaliśmy do jakiejś chaty i już na progu zadysponowaliśmy – gospodarzu, dajcie nam proszę mleka. Trafiliśmy bardzo dobrze gdyż cały ostatni udój się zsiadł. Zsiadłe mleko smakowało doskonale. Gospodarz przyglądał nam się z pewną ironią. Idzie burza to się zsiadło – wyjaśnił. Jedzcie ile chcecie, to wszystko pójdzie i tak dla świń, to nic wam nie policzę. Godzinę póżniej przyszła gwałtowna burza z piorunami. 

Następnego dnia po moim powrocie do Kielc przyszła depesza od stryja Ziemowita – przyjedźcie do Warszawy. Sprawa studiów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s