Egzaminy maturalne

 Tadeusz
Przygotowanie do matury zaczęło się już we wrześniu 1957 formalną, na piśmie spisaną umową z ciocią Jadzią. Moje zagrożenia z X klasy były w domu znane, stąd różne formy mobilizowania mnie. Stawka była spora z obu stron, kwota do wygrania to około jednej trzeciej ciocinych miesięcznych poborów. Z mojej to dorobek życia filatelistycznego.
 

We wszystkich rodzinnych rozmowach o mojej przyszłości wiadomo było od wielu lat, że mam być inżynierem. Tyle, że nie wiadomo od czego. Nie wiedział tego nikt łącznie ze mną. Byłem tak zwanym uzdolnionym we wszystkich kierunkach i we wszystkich leniwym. Pasje brydżowe, kolekcjonerskie, majsterkowanie, ożywiona skłonność do dziewcząt, ani nawet jałowe filozofowanie o sensie istnienia nie wskazywały na żaden konkretny inżynierski kierunek. W końcu udało mi się wybrać kierunek łączący inżyniera z pięknem wizualnym i wykorzystaniem moich zdolności rysunkowych – to była architektura. Kierunek wówczas tak modny , że zdobycie miejsca na studia graniczyło z cudem. Moje rysowanie było czysto amatorskie, odwzorowywanie natury w sposób bierny, naśladowanie mojej mamy w jej malowidłach i szkicach z wycieczek. Prawdę powiedziawszy to mama była w tym lepsza ode mnie. W szkole były lekcje rysunku, ale polegały one na rysunku technicznym czyli przeważnie widok przedmiotu z trzech stron (tzw. rzuty), aksonometrii czyli perspektywy równoległej i wymiarowaniu. Ale nie ma sie co dziwić, uczył nas profesor od fizyki. Postanowiłem iść na jakieś dodatkowe lekcje rysowania. W kieleckim liceum plastycznym było organizowane kółko zainteresowań przygotowujące do egzaminów wstępnych na architekturę lub ASP.
W tamtych czasach matura była tylko wstępem, jej wyniki nic nie warte, podstawowy egzamin odbywał się na uczelniach. Na początku lipca we wszystkich uczelniach robiona była selekcja pisemna, w drugiej turze ustna. Limit był ograniczony, na modnych kierunkach dochodziło do paruset kandydatów na jedno miejsce. Na architekturę dochodzilo setki. Przedwojenna kadra na uczelniach nie dopuszczała do istotnej deprecjacji studiów przez preferencje polityczne – miejsca rektorskie, pochodzenie robotnicze itp. Tak więc musiałem choć popróbować uzupełnić swoje predyspozycje architektoniczne. Ale wyglądało to żałośnie. Chodziliśmy na kurs z Ostasiem. Trochę było rysowania dzbanków czy krzeseł z natury. Większość czasu zajmowało opowiadanie o historii sztuki, wyświetlanie epidiaskopem obrazów. Wraz Ostasiem byliśmy wówczas w okresie palenia fajki. Zadymialiśmy salę na tyle dokładnie, że ekran był szarawy. Prowadzący nie reagował, palenie poza szkołą nie było czynem nagannym, a my mieliśmy status wolnych ludzi. To była czysta strata czasu, choć towarzysko zabawna.
Przed samą maturą było grupowe uczenie się niektórych przedmiotów – przede wszystkim historii, w niej wszyscy mieli duże zaległości, szczerze powiedziawszy ja nie umiałem prawie nic. Historia zajęła nam non stop ponad dobę wzajemnego referowania, przepytywania, przypominania, uzupełniania. Rzecz oczywista poprzedzone to było przeczytaniem podręczników z czterech lat. Musiałem nauczyć się także gramatyki – pani Felisowa czyli profesorka od polskiego w trzecim okresie specjalnie postawiła mi trójkę, aby mnie do tej gramatyki zmusić – czwórka przez cały rok zwalniała z egzaminu ustnego w wypadku dobrej oceny pisemnej matury. Jestem jej za to wdzięczny – nawet dziś wiem jaka jest struktura języka czy zdania. Inne przedmioty nie wymagały przygotowań, wystarczyło przejrzeć wzory, definicje.
Mama na ten ostatni okres by uciec od zdenerwowania i emocji pojechała na wczasy na dwa tygodnie. 
Sama matura to są wspomnienia raczej przyjemne. Na egzaminie pisemnym z matematyki na sali siedziało przypadkowo trzech dobrych blisko siebie, ja wśród nich. Każdy zrobił po zadaniu, wymieniliśmy się i wyszliśmy po godzinie. Nie mieliśmy z tego powodu żadnego poczucia winy – mieliśmy świadomość, że każdy z nas zrobiłby każde zadanie. Naprzeciw szkoły była wówczas rozgłośnia radiowa. Dziennikarz jako pionierów maturalnych wziął nas na wywiad w radio! Nie zachowaliśmy się przyzwoicie, bo na pytanie komu najbardziej chcielibyśmy podziękować wymieniliśmy profesora Ertla i profesora Górnickiego. Zapomnieliśmy o wychowawcach. Na ustnym (pisemnego nie było) egzaminie z historii dostałem tematy, które akurat bardzo dobrze zapamiętałem. Zdałem na piątkę! Po moich czteroletnich bardzo słabych trójkach na świadectwie maturalnym mam czwórkę. Ale co innego było powodem mojej radości – profesor Górnicki od historii był mrukliwym, wymagającym, ale bardzo życzliwym, sprawiedliwym przedwojennym nauczycielem, czuliśmy, że dużo musi uników robić podczas uczenia historii w tamtym obcym mu ustroju. Później dowiedziałem się, że podczas wojny prowadził tajne nauczanie. A więc cieszyłem się, że dałem mu satysfakcję, że jego nauczanie nie poszło na marne. Fizyka ustna to był obraz mojego podejścia do przedmiotu – trzeba rozumieć zjawiska, użytkowanie tego to rzecz drugorzędna. A więc pytania teoretyczne poszły mi świetnie, ale z zadania to ledwo się wybroniłem. Matura z dodatkowego przedmiotu czyli angielskiego była formalnością. Wszyscy dostali piątki!
Na świadectwie maturalnym mam tylko jedną trójkę – tę z geografii, i jedną piątkę – z angielskiego. Umowa została wykonana, na co poszła wygrana nie pamiętam, może na wyjazd z Ostasiem na autostop?
Zdjęcie jest ze świadectwa maturalnego i z dowodu osobistego, który mi służył aż do lat 90. Miałem potem częste kłopoty np. w bankach z takim zdjęciem przy moim późniejszym wyglądzie. Przy okazji ciekawostka – pod koniec lat 50 do dowodu brane były odciski palców. Jak do Kennkarty w GG. Na początku lat 60. tego zaniechano. 
Czy w owych czasach istniała studniówka to nie pamiętam. Ale bal maturalny oczywiście był. Dla dzisiejszych maturzystów oprawę miał niewyobrażalnie egzotyczną. Zamiast sali dancingowej dwie klasy opróżnione z ławek. Zamiast stolików restauracyjnych bardzo długi stół na korytarzu, siedzieliśmy wraz z nauczycielami po dwóch jego stronach. Jako ludzie już dorośli paliliśmy papierosy częstując także profesorów. Jednak alkoholu oficjalnie nie było. Jedzenie rodzice przygotowali i ustawili. To był najwspanialszy bal maturalny w moim życiu. Bo jedyny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s