Autostop

 Tadeusz
Autostop to było zjawisko  nadzwyczajne w szarości młodzieżowego życia tamtych czasów. Szarość ta nie była wcale stałą indoktrynacją ideową ani nudą kolonii, obozów, wycieczek zakładowych i szkolnych. Ona wynikała z pełnego ładu organizacyjnego, planowania wydarzeń, przewidywalnego i zaplanowanego przebiegu wolnego czasu. Idee komunistyczne czy religijne nie odróżniały się stopniem tej szarości – rajd szlakiem Lenina  nie był inny niż pielgrzymka do Częstochowy. Autostop to był pierwszy model wakacji dziejących się żywiołowo, ekstrawagancko, nieprzewidywalnie. Czyli tak, jak jest najciekawiej w młodym wieku.
Lech wyręczył mnie w opisywaniu regulaminowego kształtu autostopu, który trzeba przyznać, że był bardzo rozsądny – ubezpieczenie po wykupieniu książeczki, książeczka jako legalizacja zabierania dawnych „łebków”, nagrody dla kierowców z wyraźnym uprzywilejowaniem samochodów ciężarowych, nawet okładka jako znak identyfikujący z daleka – to były świetne pomysły. Nie pamiętam książeczki PKO jako warunku, ale zapewne był – Lech ma lepszą ode mnie pamięć. Dziś włos się może jeżyć z przerażenia na myśl o jeździe na pace ciężarówki z niskimi burtami, bez plandeki, bez żadnych zabezpieczeń. Ale wówczas szybkości były mniejsze, młodzież alkoholu od rana nie piła, w efekcie nie pamiętam wypadków spowodowanych takimi jazdami. 
Mój pierwszy autostop był w 1958 roku. To był drugi rok istnienia legalnego autostopu, po udanym debiucie w 1957 stał się on zjawiskiem wręcz masowym. Razem z Ostasiem wybraliśmy się do Sopotu, w którym mieszkała jego ciotka. Zaraz za granicami miasta stały liczne grupy młodych ludzi, z torbami typu listonosz, workami brezentowymi ze sznurem do przewieszania przez ramię, rzadziej  z prawdziwymi plecakami, czasami z gitarami.  Nowi oczekujące już grupy witały, zgodnie szli do przodu czyli na faktyczny koniec kolejki. Samochody osobowe zatrzymywały się rzadko. Ciężarowe, gdy jechały bez ładunku, brały niekiedy po kilkadziesiąt osób! Z burt wystawały wiązki postaci, słychać było śpiewy. Wiele ciężarówek miało dla dzisiejszych samochodziarzy dziwne kierunkowskazy – wyskakiwały z boku przy szoferce małe strzałki z czerwonym światełkiem na końcu, niektóre modele nawet tymi strzałkami machały. Przy mijaniu samochodów z przeciwka, głośne były okrzyki przywitań, machanie rękami, pełna radość istnienia i poczucia wspólnoty. W tych pierwszych latach nie istniał jeszcze zwyczaj wystawiania jednej dziewczyny na wabia z resztą chłopaków ukrytą w rowie. Rozmowy były dość trywialne – cel jazdy, miejsce pochodzenia, ilość przejechanych kilometrów, porady. 
Samochody wysadzały nas gdy skręcały w boczną drogę. To była wersja lepsza – siadaliśmy i czekaliśmy na następną okazję. Wersja gorsza to było zakończenie jazdy w jakimś mieście. Trzeba było pieszo przejść przez całe miasto do szosy wylotowej, znalezienie samochodu na terenie miasta było mało prawdopodobne. Przy deszczu lub upale to było męczące. 
Podczas naszej wyprawy na trasie z Kielc do Sopotu nocowaliśmy trzy razy. Raz w Warszawie u kuzynki Ostasia mieszkającej z koleżanką – nocleg przedłużył się do trzech dni i zaowocował wymalowaniem bitwy pod Grunwaldem na ścianie pokoju dziewcząt. Obaj z Ostasiem mieliśmy duży pociąg do rysowania i malowania, bardzo nas to zbliżało, niestety Ostaś poszedł na AGH. Drugi nocleg był w jakiejś wsi na sianie u gospodarza, który nie bał się wpuścić do stodoły około 10 osób! Była z nami jedna dziewczyna i dostała od gospodarza pierzynę! Bardzo nas prosił byśmy nie palili papierosów. Trzeci nocleg był w Elblągu na brzegu rzeki – jeden z autostopowiczów miał namiot i wziął nas do niego. Było trochę ciasno, zimno i twardo, ale nie to było najgorsze. Były straszne komary! Rano miałem wierzchy dłoni jak bułki i nie mogłem otworzyć oczu – obie górne powieki spuchły bardzo mocno. Chyba wszystkie ukąszenia zebrałem, koledzy byli w lepszym stanie. W ciągu poprzedniego dnia mieliśmy jedną z jazd dość specyficzną – wzięła nas chłodnia. Oczywiście do skrzyni. Zostaliśmy zamknięci w całkowitej ciemności, po podłodze walały się resztki mięsa, śmierdziało okropnie. Kierowca wysadził nas w mieście, wyszliśmy, ostre światło nas raziło. A za nami ciągnęła się smuga smrodu padliny. Wywietrzeliśmy zanim doszliśmy na wylotową drogę. Nie pamiętam miasta. 
W Sopocie mieszkaliśmy parę dni. Poza paroma pobytami na plaży cały czas siedzieliśmy w domu i czytaliśmy kryminały, których ciotka Ostasia miała całą kolekcje. A to był wówczas rarytas. Powrót chyba przebiegał bez problemów, zapamiętałem tylko zakończenie. Samochód wysadził nas około 30 kilometrów przed Kielcami. Poszliśmy do przodu. Zaczęła się ulewa, padało, lało, grzmiało. Przeszliśmy około 20 kilometrów i nie jechało nic. Gdy zaczął deszcz ustawać nadjechał samochód i nas wziął. Do mieszkania Ostasia dotarliśmy tak przemarznięci, że jego rodzice nie puścili mnie do domu, u Ostasia przenocowałem.
W moich wspomnieniach stale zauważam zjawisko dziś niespotykane – brak chamstwa, agresji, wulgaryzmów. Tak też było podczas moich jazd autostopowych.
Autostop zadomowił się w Polsce na dobre. Stopniowo tracił swoją organizacyjną formę, upodobnił się do swego zachodniego wzorca. Jedno moje uczestnictwo z późniejszych lat wbiło mi się w pamięć i kości dokładnie. Jechałem na praktykę studencką do Walimia koło Wałbrzycha. W okolicach Wrocławia zabrała mnie ciężarówka wypełniona żelaznymi prętami do zbrojenia betonu. Kilka godzin, aż do Dzierżoniowa, jechałem na szczycie tej sterty prętów, zdawały się być coraz twardsze, na zakrętach łapałem się drutów spinających by nie spaść. Dzierżoniów, siedziba słynnej, już nie istniejącej „Diory”- producenta doskonałych radioodbiorników, był 14 kilometrów od celu podróży, było już ciemno. Dozorca zakładu, do którego pręty przywieziono, poczęstował mnie gorącą herbatą i bułką ze swojego nocnego prowiantu,  pozwolił  przespać się na ławce w dyżurce. O świcie ruszyłem do Walimia. To teren pięknych Gór Sowich, dużo górek i dolinek, wjazdów i zjazdów. Droga nie była ważna komunikacyjnie, aż do końca nie nadjechał żaden samochód. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s