Rok 1980

Tavatar1968  Tadeusz

Rok 1980 to wyraźne i zasadnicze rozdzielenie się losów moich i Lecha. Ja zostałem tu, on wyjechał tam. Lukę czasową między moim ostatnim wspomnieniem z bawełnianego kombinatu Fasty, a tym właśnie rokiem wypełnię dość zdawkowo. Całe tło polityczne szczęśliwie Lech akurat opisał w swoim parowozie dziejów. Moje sukcesy w pracy kulturotwórczej spowodowały propozycję zatrudnienia w prasie.
W 1974 roku stałem się redaktorem graficznym w miesięczniku społeczno-kulturalnym Kontrasty KLIK To był w czasach gierkowskich jeden z dwóch periodyków regionalnych, który miał oddźwięk w całej Polsce. Drugim była wrocławska Odra. Naczelnym obu był ten sam Klemens Krzyżagórski – człowiek wyjątkowo sprawny organizacyjnie i inteligentny, duża osobowość. Pod koniec lat 70 ocenił, że w PRL źle się dzieje i na prowincji stanie się najgorsze. Porzucił  Kontrasty i nas. Wyjechał do Warszawy i tam niestety zagubił się w zawiłościach politycznych. W roku 1980 funkcjonował dawny zastępca, a teraz naczelny pisma  Dionizy Sidorski, słaby charakter, rozchwiane poglądy, rozdźwięk między prywatnymi sądami a służbowym stanowiskiem. To nie był dla młodego wiekiem i temperamentem zespołu łatwy okres. W końcu my sami, załoga redakcyjna, usunęliśmy go ze stanowiska! Ale to już na początku 1981, wyrzucanie dyrektorów przez załogi było wtedy w modzie.
Opisywanie moich wystaw obrazów, plenerów, udziałów w konkursach malarskich itp. wydaje mi się banalne, nudne i nikomu niepotrzebne. Pokażę moje rysunki satyryczne z tego roku ostatniego w życiu Lecha w ojczyźnie i ostatniego pokojowego okresu monopolu władzy PZPR. Mój udział znaczący, bo na całej 3 stronie okładki, rozpoczął się w lipcu. Pod konformistycznymi rządami Sidorskiego teksty nie były zbyt odważne, cenzura działała rutynowo. Obrazki były traktowane mniej uważnie i poważnie. Mnie więc przypadła rola łagodnej politycznej opozycji. Rysunki odnoszą się do sytuacji o miesiąc wcześniejszej bo przygotowanie tekstów, skład, druk  nie były  wówczas tak szybkie jak obecnie. Gra z cenzurą polegała na aluzjach, których cenzorzy mogli nie zrozumieć, a czytelnicy owszem. Kontrasty, jak to określił niedawny naczelny Klemens, to legitymacja inteligenta. I na tym jechaliśmy bez rozczarowań! Siedziba cenzury była w tym samym korytarzu co i redakcja. Stosunki były pozornie przyjacielskie, ale podejrzliwość ogromna. Ja od czasów moich publikacji i rysunków z czasów fastowskiej gazetki byłem pod starannym nadzorem. Dziś rysunki polityczne z tamtych czasów są zupełnie nieczytelne. Społeczeństwo nam po prostu spsiało, przykro mi to pisać, ale tak to odczuwam. Trochę głupio się czuję tłumacząc satyryczne rysunki, to jak wyjaśnianie dowcipów, żałosna funkcja dla obu stron. W tamtych czasach PRL-u odbiorcy każdego tekstu, informacji czy rysunku szukali ukrytych podtekstów. Cenzorzy również! Czasami dochodziło do śmiesznych sytuacji.

Lipiec 1980. Propaganda mocno podkreślała warcholstwo i kłótliwość opozycji. Cenzura z tekstu zdjęła słowa „A ja” z którymi wyraźniej widać, że tylko prostytutka konfliktów nie powoduje. Słusznie wyczuli intencję. Fragmentaryczna ingerencja chyba skuteczna nie była, ale ich usprawiedliwiała przed pracodawcą czyli KW PZPR. W cenzurze nie pracowali sami źli ludzie. Na sąsiedniej stronie wiadomość o zmniejszeniu objętości miesięcznika o 1 arkusz z powodu trudności na rynku papierniczym spowodowanych wzrostem cen dewizowych papieru drukarskiego. To był w tamtych czasach towar reglamentowany – objętości i naklady wydawnictw regulowane były przydzialami papieru, taka nieoficjalna kontrola wydawnictw. Bardzo skuteczna.

Sierpień 1980. Propaganda sukcesu i dobrobytu była totalna, wręcz hipnotyzująca. W tym samym czasie w tv funkcjonował niejaki Kaszpirowski, uzdrowiciel telewizyjny. Nasuwa się bardzo brzydki termin zglajszachtowanie. Takie miało być w intencjach PZPR nasze społeczeństwo. Malutki złośliwy detal – miska pod kaloryferem – socjalistyczne zawory w tamtych kaloryferach zawsze przeciekały po próbie regulacji.

Wrzesień 1980. „Aby mieć prowincję daję jej wciąż nowe szanse…” Czy to i dziś nie funkcjonuje? Czy lekceważone obszary Polski nie dają się nadal nabierać na obietnice władców, polityków, czy nie są podatne na manipulacje? Ściana wschodnia to termin już późniejszy, ale już wówczas zjawisko istniało. Podczas szykowania numeru jeszcze nie było pełnych informacji o gdańskich strajkach.

Październik 1980. „Pieje kogut na grzędzie – tak będzie, a gdy zapieje na ziemi to się odmieni”. Kogut jak władca i pyszałek, wysoko siedzi. Jak PZPR! Ale gdy spadnie… Cienka to aluzja, nie wychwycona przez cenzurę. A i dla dzisiejszego odbiorcy niezrozumiała. Dawny inteligent (dziś nie ma dawnych inteligentów) rozumiał aluzję, wiedział, że nie można wprost powiedzieć, szukał interpretacji pozornie bezsensownego cytowania ludowego przysłowia. Porozumienia sierpniowe już istniały, kogut zaczynał się chwiać

Listopad 1980. Znów rysunek z ingerencją cenzury. Na pojemniku był napis TV. Usunięty. Bo wiadomo, że TV to tylko polska TVP. Na to był zapis szczególny! Z partyjnego punktu widzenia rysunek nie powinien zostać puszczony – społeczeństwo jako hodowla w klatkach? Ale udało się! A akcja zdrowotnego biegania była wówczas w telewizji lansowana, wyolbrzymiana, taka próba odwracania uwagi od wydarzeń politycznych.

Grudzień 1980. Św. Mikołaj i Dziadek Mróz niosący dary, idący po linie nad przepaścią i jeden z nich mówi do drugiego: Tylko nie podskakuj. Sytuacja wówczas była bardzo gorąca. Ale na święta nie zrobiłem nazbyt prowokacyjnego rysunku, tylko takie dobrotliwe ostrzeżenie.

A potem to już był rok 1981 – dużo zmian. I kilka następnych rysunków.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s