Wolność nadeszła z Krakowa

Wiesia  Wiesia

Po zakończeniu  pierwszej licealnej kolejny raz byłam w Krakowie. Przyjechałam razem z rodzicami. Jak zwykle na drugi dzień czekał  na nas w swoim atelier przy Szewskiej wujek Karaś. Wiele jego prac uznano za dokumenty. Można je obejrzeć w Muzeum Historycznym Miasta Krakowa. Najsłynniejsze zdjęcie Adama Karasia rejestruje manifestację mieszkańców Krakowa tuż po zajęciu odwachu 31 października 1918 r. Kraków, jako pierwsze polskie miasto po 123 latach niewoli odzyskał niepodległość. Cała rodzina krakowska uważała, że wolność nadeszła z Krakowa i gdyby nie Kraków świat by się na pewno zawalił. Od dziecka słyszałam, że jestem krakowianką. Prawie przez 80 lat wujek Karaś stał na posterunku dokumentując wydarzenia na Wawelu i w mieście.
Na stronie opisującej wystawę historycznych fotografii Krakowa można znaleźć:
Niewątpliwie najważniejsze zdjęcie wykonał słynny krakowski fotograf Adam Karaś, który zarejestrował zajęcie odwachu 31 października 1918 roku – KLIK.

Od Lecha – polecam kliknąć guzik – Następny – Brygadier Piłsudski w Krakowie.
 
Słynął, jako twórca dowcipnych, nostalgicznych lub refleksyjnych fotomontaży wielkości kartek pocztowych, a przede wszystkim z  niekonwencjonalnych zdjęć portretowych. Wiele osób zachowywało swoje Portrety z Szewskiej tylko dla siebie, gdyż fotografowani nie zawsze wyglądali się na nich zbyt pięknie. W atelier wujka, ci, którzy tam wchodzili nabierali humoru i wigoru. Jakże można było dalej trwać w beznadziei, kiedy zaraz po wojnie, a nawet w latach pięćdziesiątych i później, Wujek igrając z ogniem wyciągał skrzynkę zapełnioną zdjęciami żołnierzy 1. Frontu Ukraińskiego marszałka Koniewa, sfotografowanych w jego zakładzie w zegarkach od nadgarstków po łokcie. Pokazywał te fotografie komu chciał. Od zdjęć u wujka nikt z rodziny nie mógł się wymigać, każdy miał obowiązek zostawić u niego „swój wizerunek dla potomności”. Siadałam, wujek podjeżdżał ze swoim ogromnym aparatem własnej konstrukcji. Z tyłu tej przedziwnej maszynerii zagrzebywał głowę w jakieś szmaty i stamtąd stłumionym głosem wymuszał śmiech.
Z powodu krzywych zębów na górze starałam się nie uśmiechać, ale Wujek  nawet do odsłonięcia swojej duszy, jeśli tylko chciał, różnymi sztuczkami zmusił każdego.  Przysięgłam sobie, że tym razem mowy nie ma, nie poddam się.
Zapytał mnie o narzeczonego i kiedy  ślub? Zdjęcie wykonał podstępnie, kiedy ze złością odpowiedziałam:  Wujku, coś ty? Kwaśna, zbolała mina, zmarszczone czoło i krzywulce w buzi złożyły się na portret, który potem długo wisiał w gablocie przy Szewskiej 12. Na nic były moje prośby, żeby wreszcie zdjęcie zdjął, upierał się, że ono coś „wyraża” i  że tylko fotografia prawdę mi powie.
W Warszawie normalny fotograf zrobił mi zdjęcie, na którym wyglądam ładnie. Całe szczęście, że z naszej klasy nikt mojego portretu wykonanego przez wujka Karasia nie widział.  Szczególnie jeden chłopak, na którego uwagę zwróciła mi moja przyjaciółka Malina. Fajny jest – oceniła – i mi go nie szarp, kiedy pociągnęłam go kiedyś za krzywo założoną chustę. Nic nie odpowiedział.

Wujek w czasie nędzy mięsnej w sklepach wyczarowywał skądś wielką szynkę, albo pęto kiełbasy – umieszczał za zasłonką i kiedy zależało mu na osłupieniu, albo uśmiechu od ucha do ucha, odsłaniał delikates i wygłaszał  przed nim krótki  polityczny, albo romantyczny komentarz.
Podczas obiadu w eleganckiej restauracji mama mało nie spaliła się ze wstydu – Wujek zapłacił rachunek pieniędzmi, które wywlókł z trudem, banknot po banknocie, z nylonowej pończochy. Ojciec głośno śmiał się z widowiska, żona Wujka, ciocia Henia nie reagowała, kelnerka znała wujkowe popisy, ale Mama czerwona, jak burak po wyjściu z lokalu była wściekła. Panowie szybko ją udobruchali kupując kwiaty. Wręczali je mamie na Rynku klęcząc wśród gołębi. Tato tak się rozochocił, że głośno zaśpiewał, to co Mamie w domu śpiewał często „Nino, ach uśmiechnij się…”, nie ciągnął dalej, bo jęknęła, że naprawdę ma tego dosyć. Jeszcze trochę i pęknie jej głowa, albo zemdleje.

Po pobycie w Krakowie wyruszyłam z ojcem do Zakopanego, miałam iść z nim w góry trasą, którą przebył z kolegami ze szkoły przed wojną. Słusznie z góry założył, że nie dam rady. W schronisku na Polanie Chochołowskiej, w którym skończyła się nasza eskapada, spotkaliśmy kilku Duńczyków. Przyjechali do Polski delegowani  i wspomagani finansowo przez jakąś duńską partię na V Światowy Festiwal Młodzieży, ale po jednodniowym pobycie w Warszawie ruszyli w Tatry. Z tego co powiedzieli, zaczęli górską wspinaczkę kolejką na Kasprowy. Przed naszym wyjazdem Warszawę została tak udekorowana, że trudno ją było poznać.  Otwarto Stadion Dziesięciolecia, podziwiać można było Pałac Kultury i Nauki im. Józefa Stalina, na razie jeszcze nie oddany do użytku, choć budowniczowie gonili czas się, nie dali rady. Trochę, ale nie za bardzo było mi szkoda, że wyjeżdżam. Nie byłam zbyt zdziwiona, że goście z Danii zamiast uczestniczyć w festiwalowych imprezach, w których miało wziąć udział 30 tys. uczestników ze 114 krajów wybrali  wejście na Wołowiec i Trzydniowiański Wierch. Mówili nie tylko po duńsku, ale i po niemiecku.

W liceum na Smoczej 6 (dzisiaj budynek zajmuje Zespół Szkół Plastycznych im. Wojciecha Gersona) przydzielona zostałam do klasy z językiem  niemieckim, ale, wstyd powiedzieć, po roku nauki niemieckiego nie znałam tego języka prawie wcale. Tłumaczami byli Tato i chłopak, którego spotkaliśmy na Chochołowskiej – Jarek Trylski. Z dyskusji Jarka z  Duńczykami dowiedziałam się, że w Londynie został opublikowany manifest podpisany przez Alberta Einsteina przeciwko używaniu broni jądrowej. Jarek po niemiecku  mówił płynnie. W szkole uczył się francuskiego, a niemieckiego nauczyła go ciocia, która go wychowała i czekała na niego w Zakopanem. Rodziców nie miał. Mieszkał na Żoliborzu. Kiedy Duńczycy go zapytali, czy jak dorośnie zostanie komunistą, odpowiedział,  że zostanie fizykiem.

P.S. Od Lecha – dziękuję Wiesiu za przygotowanie tego wpisu tuż przed rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości, chociaż Kraków był trochę szybszy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s