Muranów za mną chodzi

Wiesia  Wiesia

Nikt  się nie martwił, że po skończeniu podstawówki trzeba będzie szukać liceum ogólnokształcącego po całej Warszawie. Budowali dla nas szkołę przy ulicy Smoczej. Pojawiły się już jej mury. Wkrótce maszyny walcowały muranowskie gruzy pod przyszłe boisko. Budynek był większy, niż ten szkoły podstawowej TPD przy Nowolipiu 8. Zaplanowany został według modelu szwedzkiego. Miał być wewnątrz wykończony drewnem, żebyśmy się w nim dobrze czuli. Pani dyrektor Jadwiga Puchalska zamierzała przeprowadzić się na Smoczą razem z nami. Co będzie po Smoczej? Oczywiście studia – ja jeszcze nie wiedziałam kim w przyszłości chciałbym naprawdę być, ale niektóre koleżanki wiedziały. Jedna chciała zostać lekarzem i została, jedna sędzią, po skończeniu prawa i latach pracy dostała nominację od prezydenta. Kolega, który marzył o architekturze ma do dziś swoją pracownię. Kilku kolegów zostało inżynierami, choć jeden nieoczekiwanie po maturze poszedł do seminarium duchownego i został księdzem.

Ostatnia klasa

Ostatnia klasa w szkole podstawowj TPD na Nowolipiu. Autorka siedzi z chustka na szyi i rogalikiem w dłoni.

 Wiedzieliśmy, już jako czternastolatki, że będziemy Warszawie potrzebni. Nie miałam czasu, żeby dalej gryzła mnie złość i narastała we mnie  podejrzliwość. Przez jakiś czas mną szarpało, że dom, szkoła, ba, większość dorosłych, oszukuje mnie i kłamie. Zastanawiałam się dlaczego i doszłam do wniosku, że dla własnego bezpieczeństwa. Ludzie się boją i nie ufają niemądrej gadule. Przypomniałam sobie pouczenia matki Maliny, która mówiła, że czasy nie są łatwe, mówić trzeba nie o wszystkim i rozważnie. Analizowałam, swoje rozmowy z różnymi osobami, nie wypadałam we własnych oczach najlepiej.
Stwierdziłam, że chyba nawet mała Monika,  półtora roku młodsza ode mnie postępuje rozsądniej, milczy i się uśmiecha. O kapitalistycznym kraju z którego przyjechała nie wspomina. A przecież mogłaby zabrać głos, potwierdzić, że we Francji jest źle, że niektórzy są tam obrzydliwie bogaci, a większość przez nich wykorzystywana przymiera z głodu. U nas tego nie ma. U nas nie wyzyskują. Mamy po tyle samo. Nosimy podobne ubrania, nie głodujemy. Głodni uczniowie dostają w szkolnej stołówce za darmo zupę, a jak poproszą kucharek to i drugie danie. Dla niemowląt w ośrodkach zdrowia na Muranowie przygotowane są butelki z pokarmem na cały dzień. Przynosi się z poprzedniego dnia czyste butelki i wymieniają je na pełne, bez żadnych pieniędzy. Nikt nie jest lepszy i gorszy i się nie wyróżnia. Poza tym walczymy o pokój, a taki kapitalista chce wojny, szczególnie ten, który bogaci się na handlu bronią.
W szkole wbijano mi do głowy, że Bóg nie istnieje. Zastanawiałam się nad tym. Na lekcjach religii na Lesznie (przemianowanej na ulicę generała Karola Świerczewskiego) ksiądz z przekonaniem mówił, że Bóg na każdego patrzy z wysokości, więc jest. Każdy może to sprawdzić w swoim sercu. Ale czy mógł odpowiadać nam inaczej? Najlepiej o tym nie rozmyślać usłyszałam podczas spowiedzi w Kościele Świętego Augustyna przy Nowolipkach. Po prostu mam wierzyć. Siedemdziesięciometrowa wieża kościoła Augustyna z czerwonej klinkierowej cegły górowała od lat nad całym Muranowem. Tam była nasza parafia, jednak najczęściej w niedziele chodziliśmy z Dzielnej przez Park Krasiński do Kościoła Garnizonowego przy Długiej (dzisiaj Katedry Polowej Wojska Polskiego N.M.P. Królowej Polski). O wiele bardziej wolałam Garnizonowy od Augustyna. Nie mogłam w kościele na Długiej oderwać oczu od posągu Matki Boskiej z białego marmuru. Ocalała z wojny. Przepiękna.

Trudno było wybaczyć Ojcu, że dopiero śmierć Stalina rozwiązała Mu trochę język. A szkoła? Uczyliśmy się wierszy o Stalinie, deklamowaliśmy ..siedemdziesiąt lat Stalinowskich nad Kremlem powiewa…, śpiewałam na koncertach „Stalin to mądrość i sława, sława…” wśród grzmotu uderzeń w talerze. Teraz mówią o Stalinie prawie głośno i prawie oficjalnie okropne rzeczy. W Polsce…
Dostawałam listy od Niny Gałoczkiny, z Oriechowa Zujewa pod Moskwą, dziewczyny wylosowanej na lekcji rosyjskiego do prowadzenia z nią korespondencji.  
Dzięki listom poznacie lepiej piękny, rosyjski język – piszcie, zachęcała do utrzymywania kontaktów rusycystka, którą lubiliśmy.
A Nina pisała, że choć Stalin umarł, ona dalej go kocha i że Generalissimus jest dla niej ciągle droższy, niż rodzony ojciec (po latach dowiedziałam się, że był popem i w tym czasie siedział w więzieniu). Dostałam od niej list zalany łzami. Myślałam, że kapały, kiedy pisała i atrament popłynął. Na drugiej kartce włożonej do koperty przepraszała, że od łez po prostu nie mogła się powstrzymać i zapytała, czy ja też, tak jak ona za Stalinem ciągle płaczę? Było dla mnie jasne, że Ninę dalej oszukują. Nie odpisałam, postanowiłam, że poczekam, co do mnie napisze za miesiąc, dwa.
Ale co tam Nina Gałoczkina i jej Stalin! Wygrałam konkurs przystosowując tekst opowiadania „Timur i jego drużyna” do inscenizacji. Bardzo chciałam wygrać i  przygotować przedstawienie na koniec siódmej klasy, niestety kółko dramatyczne w szkole nie powstało. Nie zapytałam nikogo, na jakim froncie w 1939 r. przebywali ojcowie rodzin, którym niewidzialna ręka drużyny Timura, pomagała w codziennych obowiązkach. Odgoniłam czarne myśli. Nagroda za pierwsze miejsce okazała się dziwaczna. Otrzymałam gipsowe popiersie Feliksa Dzierżyńskiego średniej wielkości. Może mieli dwa w szkolnym magazynie i zbywało? Nie doniosłam go do domu, ponieważ z koleżankami ciągnęłyśmy je na pasku po ulicy z Nowolipia na Dzielną i po drodze się rozleciało.

Znów mnie w szkole pytano kim w chciałabym kiedyś być? Kluczyłam. Czy rzeczywiście nauczycielką? Może będę spadochroniarką – pomyślałam i powiedziałam dodając, że tak naprawdę jeszcze się nie zdecydowałam. Pomysł wziął się stąd, że chciałyśmy zapisać się z Maliną na kurs spadochronowy, ale brakowało nam lat, trzeba było mieć szesnaście. Poczekamy, czułyśmy obie, że świat do nas należy. Poszłyśmy zobaczyć jak wygląda nauka skoków z metalowej wieży stojącej nad Wisłą. Tylko spojrzałam i miałam dosyć. Zupełnie zapomniałam, że mam lęk przestrzeni. Jak mnie jeszcze raz zapytają o wybór zawodu odpowiem, że zamierzam studiować astronomię, nie w Warszawie lecz w Toruniu, w którym nigdy nie byłam i nikogo z tego miasta nie znałam. Poza podziwianym Kopernikiem, który setki lat wcześniej uznał, że niebo, w  które się wpatrywał ogarnia wszystko co jest piękne, jednak nie ono się kręci, ale nasza ziemia.
 
 Zapamiętałam jedną z końcowych lekcji biologii w szkole na Nowolipiu. Miałam omówić budowę oka. Trzymałam szklany model najdelikatniej, jak tylko mogłam. Od dawna mi się podobał. Miałam go w końcu w swoich rękach, nagle stało się coś strasznego, oko wyślizgnęło mi się, spadło na podłogę i stłukło. Straciłam dech, wydawało mi się, że zasłużyłam co najmniej na wyrzucenie przez otwarte okno, tymczasem nauczycielka nawet mnie nie skrzyczała. Mało tego, kiedy usiadłam w ławce kompletnie załamana powiedziała, że stawia mi bardzo dobry. Tego nie można zapomnieć!
 Czuliśmy się na Muranowie pewnie i u siebie. Gruz cały czas usuwano, wystawały z niego pogięte widelce łyżki, metalowe kubki, kości, a nas nie w ogóle nie interesowało czyje to łyżki i  kości, kto kiedyś tutaj mieszkał. U mnie w domu nie słyszałam o tym ani słowa, w szkole też. Wydawało się, że zostaliśmy wrzuceni na jakąś zgruzowaną ziemię niczyją, której przeszłość nie istniała. Jakbyśmy to my, ze szkoły na Nowolipiu i nasi rodzice przybyli tu pierwsi. Byliśmy zajęci własnym życiem. Na Smoczej przed wojną tłoczyły się sklepiki, wśród  nich falował tłum. Kiedy budowano dla nas szkołę ulica była cicha i pusta. Na Dzielnej, z której do szkoły na Nowolipiu miałam dziesięć minut po kładkach z desek nad gruzami piętnaście lat temu stał dom przy domu. Gruzy powalonej Dzielnej, Smoczej, Nowolipia i innych muranowskich ulic wywożono m. in. na Ochotę. Usypana została z nich Górka Szczęśliwicka. Widzę ją przez okno. Muranów za mną chodzi.

P.S. Od Lecha. A czy Autorka wpisu pamięta, że w Kielcach była wieża spadochronowa? Tuż obok stadionu…

Wieza

Źródło – Gazeta Wyborcza – cały artykuł tutaj – KLIK.

Uwaga: gdy kliknąłem w link do tego artykułu yświetlił się tylko pierwszy paragraf poczym pokazała się informacja – wykorzystałeś już limit płatnego internetu…
Jednak gdy kliknąłem w powyższy KLIK wyświetlił się cały artykuł. Nie wiem co przytrafi się czytalnikom. Prywatnie dodam, że jestem zwolennikiem płatnego internetu – bez reklam.
 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s