Nowy Świat a nawet trzy

Lech  Lech

Najpierw to Nowy Świat przybył do nas. Mieszkająca w Nowym Jorku Ciocia Krysia przyjechała w końcu maja na miesiąc do Polski.

Pierwsza sprawa to kwestia mieszkania. Moja Matka chciała w jakiś sposób zrewanżować się za swój pobyt u Cioci więc zdecydowaliśmy oddać nasze mieszkanie do dyspozycji Cioci, moja Matka zamieszkała z nią aby dopilnować gospodarstwa. Sylwia i ja wynajęliśmy pokój w willi należącej do matki naszej znajomej.
Druga sprawa to zorganizowanie pobytu. Oczywiście głównym jego punktem były spotkania rodzinne. Spotkań nie zliczę. Jedno było oficjalne – obiad w Hotelu Europejskim…

Ciocia Krysia

Odbyłem z Ciocią dwie wycieczki. Na Aleję Szucha i do Oświęcimia. Z okazji tej drugiej poleciałem pierwszy raz w życiu samolotem – do Katowic. Oba miejsca wywarły na Cioci wstrząsające wrażenie. Zdziwiłem się nieco – przecież Ciocia spędziła miesiące najpierw w sowieckim więzieniu potem w gułagu na Syberii. Ciocia kręciła przecząco głową – to zupełnie co innego. Tam mieliśmy do czynienia w ludźmi. Strażnicy w gułagu byli w pewnym sensie takimi samymi zesłańcami jak my. Oczywiście często byli okrutni, ale to była jakieś ludzkie, zrozumiałe okrucieństwo, a to… tego nie mogli zrobić ludzie tylko jakieś zaprogramowane automaty.
W sumie Cioci bardzo się w Polsce podobało. Wspominała, że może zachęci męża do przyjazdu, że może ona tu jeszcze wróci. Żaden z tych pomysłów się nie zmaterializował.

Po wyjeździe Cioci weszliśmy wraz Sylwią nasz nowy świat – za kilka tygodni miało urodzić się dziecko. Sylwia bardzo źle czuła się podczas ciąży, ostatnie dwa tygodnie ciąży spędziła w swoim miejscu pracy – Szpital Kliniczny Wojskowej Akademii Medycznej. Byłem tym mocno zdezorientowany. Nieco wcześniej złożyłem wymówienie w pracy więc obowiązki służbowe nie odrywały mnie od ciągłych obaw. Była połowa lipca (1971) , duże upały.  W nagrzanym mieszkaniu trudno było zasnąć, straciłem apetyt, od nadmiaru zimnej wody mineralnej dostałem strasznej chrypy.

Wreszcie nadeszła oczekiwana wiadomość – córka! O odwiedzinach na oddziale porodowym nie było oczywiście mody. Dwa czy trzy dni po porodzie pojechałem odebrać Sylwię i córkę. Wiadomo było, że będzie miała na imię Anna, urodziła się 2 dni przed 26 lipca. Sylwia położyła na stole w poczekalni niewielkie zawiniątko – przypilnuj Ani, ja jeszcze muszę pożegnać się na oddziale. Patrzyłem na to zawiniątko z wielką obawą – zdałem sobie sprawę, że całe moje dotychczasowe życie toczyło się w niezbyt realnym świecie, Tak czy siak, zawsze jakoś tam będzie. Zdałem sobie sprawę, że to małe zawiniątko to ogromny ciężar. Od tej chwili nie może być tak czy siak czy jakoś tam. Na szczęście Sylwia wróciła – pełna energii, optymizmu i pewności siebie.
Natychmiast po przyjeździe do domu Sylwia nakarmiła Anię. Ten sielski widok tak mnie rozczulił, że użaliłem się nad sobą – ja też bym coś zjadł.

Już pierwszego wieczora Sylwia nauczyła mnie kąpać Anię i to było moje stałe zadanie.

Gimnastyka

Ania

Ania i Mama

Po kilku dniach udało mi się nabyć wózek w prywatnym sklepie na Pradze. Na spacery jeździliśmy na Cmentarz Żołnierzy Radzieckich po drugiej stronie Alei Żwirki i Wigury.

Park- cmentarz

Łóżeczko dostaliśmy chyba od Sylwii siostry. Nic więcej nie było trzeba. Sylwia imponowało mi pewnościa siebie i kompetencją we wszystkich sprawach dotyczących dziecka. Nie wszystkie jej pomysły sprawdzały się, ale w każdym przypadku mogłem być pewien, że doprowadzi do rozwiązania problemu. To stwarzało mi duży komfort psychiczny i z chęcią stosowałem się do wszelkich wskazówek i poleceń.

6 tygodni po urodzinach Ani wkroczyłem w zawodowy nowy świat – nowa praca. Znalazłem ją kilka miesięcy wcześniej, złożyłem w Zelmocie regulaminowe 3-miesięczne wypowiedzenie. Zostało przyjęte ze zrozumieniem.
Moja nowa praca była w ETOBie – Centrum Elektronicznej Techniki Obliczeniowej Budownictwa. Centrum właśnie instalowało polski komputer ODRA-1300 – KLIK – budowany na licencji znanej mi firmy ICL. Zostałem zatrudniony w dziale obsługi procesów zarządzania kierowanym przez inż. Kazimierza Husarskiego.
Pierwsze tygodnie w ETOBie to była lekcja pokory. W Zelmocie byłem poza wszelką konkurencją, mogło mi się wydawać, że jestem najlepszy na świecie. Tak jak w tym dialogu:
– Mój tatuś jest najlepszym rewolwerowcem Teksasu! 
– Najlepszym rewolwerowcem Teksasu?
– A tak, w Ostrołęce. 
Już na drugi dzień wezwał mnie dyrektor techniczny – K. Jarosławski. 
– Pan pisze programy w asemblerze?
– Tak… to znaczy w języku PLAN, to jest macro-assembler.
– To powinien pan sobie poradzić. Niech się pan skontaktuje z naszym zakładem obliczeniowym na Woli, oni mają jakieś problemy.
Skontaktowałem się, okazało się, że chodzi o komputer Minsk-32 – KLIK. Mina mi zrzedła, nie po to przenosiłem się do ETOBU. Nie bardzo wiedziałem od czego zacząć. Okazało się, że bez dobrej dokumentacji i zaplecza technicznego jestem bezradny. W rezultacie w niczym nie pomogłem.
Na marginesie wspomnę, że już w Australii spotkałem emigranta ze Związku Radzieckiego, który stwierdził, że MINSK-32 wcale nie ustępował wiele komputerom produkowanym w tym czasie na Zachodzie.
Na drugim marginesie dodam, że dyrektor K. Jarosławski nie miałby problemów z programem w asemblerze, wkrótce porzucił dyrektorską posadę i dołączył do zespołu Jacka Karpińskiego pracującego nad budową komputera K-202 – KLIK.

W ETOBie istniał silny zespół obliczeń inżynierskich. Ci ludzie używali języków dostosowanych do obliczeń – ALGOL i FORTRAN. To była bardzo odległa mi dziedzina.
Mój szef z kolei był pasjonatem system PERT – KLIK – służącego do kontroli dużych projektów. Metodę PERT znałem wprawdzie ze studiów, ale nigdy nie stosowałem jej na komputerze.
Czekałem więc z niecierpliwością na uruchomienie ODRY, wtedy poczuję pewniejszy grunt pod nogami.
W moim zespole pracowały 4 osoby. Dwie z nich były specjalistami od zarządzania budownictwem. Ja i Andrzej M. mieliśmy przekształcać ich idee w systemy komputerowe.
Wreszcie ODRA ruszyła. Rozczarowaniem była jej mała prędkość, pewnie 3 razy wolniej niż ICL. Pociechą było, że całe oprogramowanie ICL funkcjonowało na niej bez zarzutu.  Byłem w domu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s