Parowóz dziejów – rok 1970

Lech

Początek roku nie zapowiadał żadnych wstrząsów. W lutym pojechaliśmy z Sylwią na narty do Bierutowic. Sylwia postanowiła rozpocząć studia techniczne – inżynierię sanitarną. Czuła, że to było jej powołaniem, ale rodzice nakłonili ją do studiów para-medycznych.
Tak więc, po porannych nartach a następnie obiedzie, Sylwia brała się za naukę a ja za projektowanie kolejnego modułu komputerowego systemu zarządzania produkcją.

Nasze wysiłki nie zaowocowały oczekiwanymi rezultatami.
W okresie egzaminów na Politechnikę Sylwia dostała ostrego zapalenie ucha i musiała pozostać w domu.
Moje projekty komputeryzacji przysporzyły kłopotów mojemu szefowi.
Po pierwsze to byłby za duży szok dla użytkowników. Kilkanaście osób musiałoby całkowicie zmienić sposób pracy a raczej musiałoby odejść z zajmowanych stanowisk i ustąpić miejsca… no właśnie – komu? Trzebaby wyszkolić całkiem nową kadrę.
Podczas kilku lat pracy w Zelmocie przekonałem się, że robotnicy i związki zawodowe stanowią siłę, z którą trzeba się liczyć. Kiedyś uczestniczyłem w projekcie usprawnienia stanowiska pracy. Bardzo szybko znaleźliśmy stanowisko gdzie, po niewielkiej modyfikacji, wydajność rosła prawie trzykrotnie przy znacznie zmniejszonym wysiłku. Wydawało się, że trafiliśmy w dziesiątkę. Okazało się, że wprost przeciwnie. Pracownicy obsługujący to stanowisko zaprotestowali – jak to, my będziemy dawać 3 razy więcej produkcji za te same pieniądze? Nie ma zgody.
Argumenty, że wysiłek będzie mniejszy nie trafiały do przekonania. Wiedzieliśmy o co chodzi. To stanowisko to było wąskie gardło. Pod koniec miesiąca trzeba było pracować w nadgodzinach na podwyższonej stawce. Próby przekupienia kierownictwa – oddanie im autorstwa tego usprawnienia żeby zgłosili to jako wniosek racjonalizatorski – nie przyniosły rezultatu. To nie przejdzie, robotnicy nas zatłuką na śmierć – argumentowali. Przekupienie robotników – ustalenie stawki akordowej na poziomie zapewniającym wyższy zarobek – też spaliły na panewce. To spowoduje konflikty, każdy będzie chciał obsługiwać to stanowisko. Zresztą po paru miesiącach podkręcicie normę.
W rezultacie pomysł przepadł. To znaczy nie całkiem. Kierownik oddziału doniósł nam, że na trzeciej zmianie, gdy nikt nie widzi, robotnicy stosują nasze usprawnienie. Pracę przewidzianą na całą zmianę wykonują w 3 godziny, pozostałe 5 godzin śpią gdzieś w kącie.
Moje pomysły komputeryzacji spowodowałyby znacznie więcej problemów.
Po drugie (wyliczanka dotyczy moich projektów), to spowodowałoby otwarty konflikt z CROPI. Moje projekty kolidowały z ich planami. Być może były bardziej dostosowane do potrzeb zakładu, za darmo i bliskie ukończenia, ale nie miały żadnego oficjalnego wsparcia podczas gdy CROPI było wsparte autorytetem Ministerstwa.
Po trzecie wreszcie – Ministerstwo było na etapie pertraktacji z firmą IBM, która oferowała szeroko pojętą współpracę – dostawa sprzętu, gotowe systemy zarządzania, konsultacje, szkolenia – również w Austrii.
To wyglądało bardzo nęcąco, ale nie dla mnie. Gdzież tu miejsce dla mnie? – pytałem sam siebie. Oni będą nas szkolić w temacie, który już mam opracowany. Będę musiał pomagać we wdrażaniu systemów opracowanych przez kogoś innego.
Schowałem swoje projekty do szuflady i postanowiłem szukać innej pracy. To nie było łatwe gdyż mój przyszły pracodawca musi mieć dobry komputer i silny zespół projektowy. Gdzie takiego znaleźć?

Póki co dostałem awans na jakieś fikcyjne stanowisko i korzystałem z drobnych przywilejów szarego pracownika – sporo wolnego czasu, wyjazdy na kursokonferencje.
Te ostatnie odbywały się chyba co kwartał i były znakomitymi imprezami towarzysko-rozrywkowymi. W ten sposób spędziłem kilka miłych dni w Ustroniu (szykowali się do produkcji części do polskiego fiata), w okolicach Kielc, w Augustowie gdzie FSO miało duży dom wczasowy.
Podczas konferencji w okolicach Kielc odwiedziłem Ameliówkę – KLIK. Cóż za zmiany! To nie było już miejsce na wakacje, ale gospodarstwo. Zarządzała nim wspomniana w zlinkowanym wpisie Ewa, która mieszkała w Ameliówce wraz z matką i córką. Wokół kręciło się kilku najemnych pracowników. Robota wrzała, nie było atmosfery do wspomnień.
Przy okazji konferencji w Augustowie odwiedziłem Tadeusza i Elizę, którzy mieszkali w Fastach koło Białegostoku. Dużą cżęść wieczoru spędziliśmy słuchając muzyki z bogatej kolekcji płyt gramofonowych. Teraz wiem, że były odtwarzane na adapterze Ziphona.

Wypadki Grudniowe

W takiej atmosferze doczekaliśmy grudnia 1970 roku.
12 grudnia ogłoszono informację o podwyżkach cen żywności, głównie mięsa. Przyjęliśmy to spokojnie, przyzwyczailiśmy się do tego rodzaju podwyżek rekompensowanych obniżką cen parowozów. Rozruchy robotnicze w Gdańsku były dla nas zupełnym zaskoczeniem.
Nie tylko sam fakt rozruchów, ile ich gwałtowność i rozmiary. O żądaniach robotników dowiadywaliśmy się oczywiście tylko z nieoficjalnych źródeł. W większości wydawały się być słuszne. Dla mnie oczywiste było na przykład żądanie zrównania praw pracowników fizycznych i umysłowych. Już wspominałem, jakim zaskoczeniem była dla mnie informacja, że w Polsce Ludowej obowiązuje przedwojenny kodeks pracy, który dyskryminuje rządzącą klasę robotniczą w dziedzinie praw do urlopu i zwolnień chorobowych.
Prasa donosiła o podpaleniu siedziby Komitetu Partii, o rabunkach – to nie mogło zakończyć się ugodą. Odpowiedź władzy nastąpiła 17 grudnia – w Gdańsku zginęło 16 osób – pełna relacja tutaj – KLIK.
Oczywiste było, że po takich wydarzeniach musiały nastąpić poważne zmiany w rządzie. Od marca 1968 roku Władysław Gomułka stał się bardzo niepopularny…

Gomułka

…ludzie czekali na jego odejście, w ramach partii powstały rywalizujące ugrupowania, przyszła okazja żeby to wszystko rozładować.

Już 20 grudnia 1970 roku I sekretarzem partii został wybrany Edward Gierek – KLIK. Zewnętrznie była to duża zmiana na lepsze. Wyglądem przypominał popularnego autora i wykonawcę piosenek…

GierekMłynarski

To znaczy wykonawca piosenek z upływem lat nabrał gierkowskiego, godnego, wyglądu.
Swych uczuć do przywódców Związku Radzieckiego nie demonstrował tak spontanicznie jak Gomułka…

Życiorys miał równiez nietypowy – zamiast praktyki w moskiewskim Kominternie praca w kopalniach we Francji i Belgii.
Do tego silny, spokojny głos ze śląskim akcentem. Na pytanie – pomożecie? – ludzie odpowiedzieli potakująco.
Nikt nie miał wtedy złudzeń, że zasady systemu mogą się zmienić. Sprawy ofiar grudnia 1970 i los osób aresztowanych podczas rozruchów zostały zamiecione pod dywan.
Już 2 miesiące po zmianie władzy nastąpiły kolejne masowe protesty i rząd wycofał się z grudniowych podwyżek cen. Wycofanie się pod naciskiem robotników – to było cos nowego.

Kolejne działania Edwarda Gierka zyskały mu popularność.
Mnie bardzo zaimponowało zniesienie w pierwszej połowie 1971 roku podatku od wynagrodzeń dla osób zatrudnionych w przedsiębiorstwach państwowych. Uważałem to za dowód operacyjnej wyższości systemu dyktatorskiego nad demokracją. Logika była prosta: cały efekt ekonomiczny działalności przedsiębiorstwa trafia do skarbu państwa. Jaki jest sens zmniejszać ten efekt płacąc ludziom pensje brutto a potem odzyskiwać część pieniędzy w formie podatku?
Zmiana bardzo upraszczała system obliczania zarobków i teoretycznie powinna była zaowocować istotną redukcją biurokracji.
Zarobki zostały zredukowane do wartości otrzymywanej poprzednio po potrąceniu podatku, ale na dłuższą metę korzyść pracowników była oczywista.

Gierek planował znaczne polepszenie dobrobytu społeczeństwa i nie były to czcze obietnice.

Ale wybiegam w przyszłość. Dla nas końcówka 1970 roku przyniosła bardzo istotną zmianę – Sylwia była w ciąży!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s