Z Rokossowskim na Kongresie we Wrocławiu

avWiesia14    Wiesia

Przedmowa Lecha.
W swoim poprzednim wpisie Wiesia wspomniała, że w jej klasie wisiały portrety przywódców PRL – od lewej: premiera Cyrankiewicza, I sekretarza Partii Bieruta i marszałka Rokossowskiego. Poniżej zdjęcie klasy…

WiesiaKlasa

Wiesia trzecia od prawej w drugim rzędzie.

W pociągu, który wieczorem wyruszył z Warszawy  do Wrocławia druhna Zosia zaprowadziła mnie do wagonu, w którym przy stoliku nad papierami siedział marszałek Konstanty Rokossowski. Dobrze, że tuż przed wejściem zapytałam, jak się mam się do niego zwracać, towarzyszu Konstanty, a może towarzyszu Marszałku, tak chyba lepiej brzmi?
Druhna Zosia krzyknęła, broń Boże! Żaden Konstanty, żaden  towarzysz! Panie Marszałku za każdym razem masz mówić.
Zapamiętaj: „panie”, nie „towarzyszu”! To jest bohater dwóch narodów, nie taki normalny człowiek, jak towarzysze Edmund, czy  Stach, którzy razem z innymi jadą, żeby pomagać.

Rokossowski

Rokossowski był w mundurze, wyglądał na znużonego, popatrzył w naszą stronę, jakby chciał mieć odwiedziny już za sobą. Po moim dygnięciu i poklepaniu po plecach druhny Zosi wziął mnie na kolana, dostałam paczuszkę z przyborami szkolnymi. Brwi wychodziły mu jeszcze wyżej na czoło, niż widziałam na portretach, z jednym okiem miał chyba coś nie w porządku, bo rzadko, albo nawet wcale go nie przymykał.
Druhna Zosia podawała Marszałkowi przygotowane wcześniej zapisane karteczki. Mówił jakoś sztywnie, niewyraźnie, ale rozumiałam. Pytał, czy szkoła, do której chodzę jest ładna, czy jest w niej sala gimnastyczna i kim w przyszłości chciałabym być?  
Biskupowi Czesławowi Kaczmarkowi w kieleckim Nazarecie powiedziałam, że chcę być zakonnicą, Rokossowskiemu, że nauczycielką. Wiedział, że moja mama pochodzi z Juszkiewiczów i zapytał czy Juszkiewiczowie z mojej rodziny  przybyli skądś w okolice Krakowa?  – bo widzisz, miałem w wojsku przyjaciela Adolfa Juszkiewicza, rewolucjonistę, nigdy go nie zapomnę. Walczyliśmy daleko stąd, robiliśmy razem udane wypady będąc w pododdziale zwiadowczym. Powiem ci, wojna jest ciężką próbą dla ludzi.
– Dlatego my walczymy o pokój – przypomniałam sobie co kazała mi mówić druhna Zosia, a ona dała znak oczami, że dobrze powiedziałam.
Co do moich dziadków mama mi opowiadała, że ich nazwisko pisane było przedtem przez „ż”, a nie przez „sz”, ale ksiądz w księgach parafialnych zmienił Jużkiewiczów na Juszkiewiczów, żeby się lepiej wymawiało. Zapytałam, czy jego przyjaciel pisał się przez „sz”, czy przez „ż”? Nie pamiętał dokładnie. Wspomniał, że to było w innym alfabecie, ale raczej przez „sz”.
Tak, jak mi polecono, wtrąciłam kilka zdań o bohaterskich czynach i talentach dowódczych Marszałka, zaczęłam wyliczać na palcach nadane mu odznaczenia bojowe:  Krzyż Virtuti Militari z Gwiazdą, Krzyż Grunwaldu I  Klasy, Order Świętego Jerzego i to nie jeden raz…  
Roześmiał się, że nie w tej kolejności, ale dziękuje, że wiem i poprosił, żebym to co mi teraz powie zapamiętała, na pewno przyda mi się w życiu.
Mam zapamiętać, że w sytuacjach trudnych, ale nie beznadziejnych, bo o takich w ogóle nie ma co mówić, liczy się nie tylko odwaga, umiejętności, ale przede wszystkim kalkulacja. Zanim człowiek podejmie decyzję należy wszystko przekalkulować i albo przystępuje się do działania, albo nie robi się nic, nieraz taktycznie. A wrogów trzeba usuwać. W wojsku polskim on osób podejrzanych mieć nie może. Rozumiesz?
Po chwili milczenia odparłam, że tak, czym uradowałam uważnie wsłuchującą się w słowa Marszałka druhnę Zosię. Dopowiedziała – otóż to!

Nie było mowy o wtłaczanych mi przez nią do głowy ustaleniach, jakie zapadły w Teheranie, Jałcie, a zwłaszcza w Poczdamie, ani o Trumanie, Churchillu, czy Stalinie – przyjacielu Polski. Całe szczęście, bo mogłam pokręcić, czy to Winston Churchill w Jałcie, czy też następny premier Anglii – Attlee, który Churchilla zastąpił w Poczdamie, nazwał paskudnie Polskę gęsią, która może się udławić, jeżeli nam oddadzą Wrocław oraz inne nasze miasta i ziemie na zachodzie, ale na szczęście Józef Stalin i tak postawił na swoim. Druhna Zosia z przebiegu spotkania z Marszałkiem była zadowolona.

Spałam w następnym wagonie z jakąś dziewczynką, która jak weszłam do przedziału leżała już w łóżku. Zdążyła mi powiedzieć, że mieszka na Woli, a jej blok ciągle nie jest otynkowany i tym się martwi. Jednak gdyby ją ktoś we Wrocławiu  spytał, powie, że jest otynkowany. Mój blok też otynkowany nie był, ale nigdy o tym nie rozmyślałam. Rano konduktorka przyniosła wszystkim w naszym wagonie śniadanie. Druhna Zosia zabrała do Wrocławia  z różnych warszawskich szkół dwadzieścia dziewcząt.

Dwustumetrowa hala Dworca Głównego dosłownie tonęła w czerwonych flagach poprzetykanych flagami biało czerwonymi. Walki o Festung Breslau nie zniszczyły, tak bardzo majestatycznego gmachu, jak całego miasta. Mógł być szybko przystosowany do użytku i przyjął pierwszych podróżnych w czerwcu 1945 r. We Wrocławiu odbył się już Kongres Intelektualistów w Obronie Pokoju, zorganizowano   Wystawę Ziem Odzyskanych. Tym razem Wrocław witał Kongres Ziem Odzyskanych zwołany przez Ogólnopolski Komitet Wyborczy Frontu Narodowego. Kolejny raz miało stąd zabrzmieć, że Ziemie Zachodnie nie czasowo, ale na zawsze są nasze. Druhna Zosia powtarzała mi wiele razy, że nie chodzi o byle co, ale o jedną trzecią terytorium Polski.

Na zapleczu wielkiej kongresowej hali, gdzie stałam z innymi dziewczętami myślałam o jednym – żeby jej nie zawieść. Jako pierwszy wystąpił premier Józef Cyrankiewicz, powiedział, że Ziemie Odzyskane to kawał serca każdego Polaka i Polski, święta sprawa dla Ojczyzny. Kiedy skończył druhna Zosia dała znać dziewczynkom, żeby tak, jak było wcześniej umówione, wbiegły za stół prezydialny i po kolei na szyjach gości zawiązały czerwone chusty. Czekałam na sygnał, kiedy ja mam wejść. Po zapowiedzi, że wystąpi ktoś, kogo Wrocław na pewno gorąco powita, druhna Zosia kiwnęła na mnie ręką. Wkroczyłam odważnie, ale kiedy stanęłam i zobaczyłam przed sobą falującą mgłę z głów, aż po horyzont, poczułam się nieswojo…

Wydawało mi się, że zapomniałam pierwszego zdania, ale jakoś samo, automatycznie znalazło się na końcu języka.  Kiedy powiedziałam „w imieniu dzieci walczących w Warszawie…”  sala wydała jakiś przeciągły jęk, potem nastąpił moment ciszy, po nim huk braw. Dalsze słowa uwięzły mi w gardle, szum zagłuszał to co mówiłam. Zamiast normalnym głosem beznadziejnie piszczałam o tym, że wszyscy w Polsce tak samo kochają Wrocław, jak Warszawę.
Zaczęłam cienko skandować po-kój! po-kój, a ludzie razem ze mną. Głos zabrał Marszałek Rokossowski. Zapewniał, że nie ma takiej siły, która mogłaby wydrzeć naszemu narodowi owoce tak krwawo okupionego zwycięstwa nad hitleryzmem.
Edward Ochab, późniejszy sekretarz KC PZPR, zapamiętany przez mojego ojca z tego, że podczas obrad Krajowej Rady Narodowej we wrześniu 1944 r. chciał, żeby w nowo organizującym się demokratycznym państwie dawne chwasty nie tylko nie mogły działać, ale przestały fizycznie istnieć, zaatakował businessmenów z Wall Street i imperialistów amerykańskich, niedawnych protektorów Hitlera za ich knowania przeciwko Polsce i pokojowi.
Wicepremier Stefan Jędrychowski przypomniał, że pół miliona rodzin chłopskich otrzymało od państwa na Ziemiach Odzyskanych ponad 4 mln ha ziemi, powstało prawie 4,5 tys. PGR-ów, odbudowaliśmy Pa-Fa-Wag we Wrocławiu. W mieście kształci studentów, byłych żołnierzy synów robotników i chłopów kilka wyższych uczelni. Oświadczył, że w ten sposób  pokazujemy siedmioletnim dorobkiem całemu światu co znaczy Polnische Volkswirtschaft. Zapowiedział, że w  województwie opolskim powstanie wielki zakład benzyny syntetycznej oparty na uwodornieniu węgla, zbudujemy kanał Wisła – Odra, pogłębiony zostanie tor wodny od Szczecina do Świnoujścia. Powstaną nowe linie kolejowe, drogi, domy towarowe, stołówki. Polska stanie się krajem wysoko uprzemysłowionym. Taki jest program wyborczy Frontu Narodowego – zakończył.

Reportaż Polskiej Kroniki Filmowej ze Zjazdu Ziem Odzyskanych tutaj – KLIK.

Zostałyśmy wyprowadzone zza kulis przed stół prezydialny, machałyśmy czerwonymi chustami do tysięcy zgromadzonych na sali ludzi. Rozległy się okrzyki na cześć Bieruta, Stalina i ludu pracującego. Zaraz po manifestacji z druhną Zosią i kilkoma jej przyjaciółmi przydzielonymi druhnie do pomocy poszłyśmy zwiedzić wrocławskie ZOO. Gromada osób z aparatami fotograficznymi wybiegła za nami, ale wszystkich przepędzono. Znajdowałam się w samym środku grupy. O tym, żeby ze mną  ktoś mógł porozmawiać nie było mowy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s