Londyn – odcinek 1

Lech  Lech

Zadzwoniłem do Jagody – o to ty – ucieszyła się. A wiesz wczoraj dostaliśmy list od Twojej cioci, spodziewałam się, że zadzwonisz.
– No i co ciocia pisze?
– Leszuńcia, przyjeżdżaj do nas to sobie przeczytasz.
– Zaczekaj, otwórz list i przeczytaj mi go teraz.
– Leszuńcia, jak nie odbiera telefonu, to i tak musisz do nas przyjechać – wsiądź w pociąg do Ealing, stamtąd kilka minut piechotą. – taka była Jagoda.
Mieszkała z mężem, córką i teściową w ładnym starym domu. Chyba w tym…

Woodville Gdns

Męża poznała w Południowej Afryce gdzie przebywał od czasów wojny. Niecałe dwa lata temu zdecydowali przenieść się do Anglii. Mąż Jagody, pan Wojciech Ż., to był typowy przedwojenny inteligent. W Afryce Południowej zajmował się byznesem. Po przeniesieniu się do Anglii kupił kilka domów, w których wynajmował pokoje. Od kilku lat w Angli rządziła Partia Pracy pod przywództwem Harolda Wilsona – KLIK – gospodarka przechodziła poważny kryzys, ceny nieruchomości spadały co spędzało panu Wojciechowi sen z oczu.
Córka Jagody – Kasia – miała około 2 lat. Płynnie mówiła po polsku. Na przywitanie „przeczytała” mi z pamięci bajkę o wróbelu elemelu.

Czym prędzej przeczytałem list Joyce. Wyjaśniała w nim, że wujek Rysiek jest obecnie na morzu za to w domu, niespodziewanie, jest ich syn, Stefan, który jest chory. Gdy nas odwiedzisz to sam zobaczysz, że w takich warunkach nikt dodatkowy nie może u nas zamieszkać.
Na szczęście teściowa Jagody – z domu hrabina Rzewuska – ze stoickim spokojem przyjmowała kolejne zrządzenia losu i nie miała nic przeciwko temu żebym nocował w salonie na łóżku polowym, które na dzień chowałem do komórki.

Londyn mnie oczarował, ileż tu się działo, mógłbym spędzić tu z łatwością rok. Większość czasu spędzałem poza domem. Wydeptałem chodniki w śródmieściu, odwiedziłem wiele słynnych miejsc. Prawie w każdy czwartek odwiedzałem National Gallery gdyż w czwarki wstęp był bezpłatny. W British Museum podziwiałem nowatorskie ekspozycje, które pozwalały widzowi na samodzielne badania lub eksperymenty. Odwiedziłem gabinet figur woskowych Madame Tussaud – to nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia. Co innego speakers corner w Hyde Parku. Trafiłem na wystąpienie jakiegoś Murzyna, który stojąc na drewnianym pudle wygłosił gorące przemówienie na temat wyższości czarnej rasy. Niezbyt liczni słuchacze, sami biali, słuchali pogodnie i często potakiwali.
Odwiedziłem teatr – sztuka Żołnierze niemieckiego pisarza Rolfa Hochhutha – KLIK – , o której sporo pisała prasa w Polsce. Pisano, że wzbudziła kontrowersje w Anglii z powodu oskarżenia Churchilla o zaplanowanie wypadku, w którym zginął generał Sikorski. Nawet dziwiłem się dlaczego nie wystawiono sztuki w Polsce. Gdy zobaczyłem zrozumiałem – powodem domniemanego zamachu na Sikorskiego była jego nieugięta postawa w sprawie Katynia – oskarżanie ZSRR, które było w tym okresie kluczowym partnerem antyhitlerowskiej koalicji. Dla Anglików bolesne musiało być oskarżenie o zbrodnie wojenne w Niemczech – bombardowanie Hamburga. Jak wynika z wikipedii Rolf Hochhuth to dość podejrzana osoba.

Zadomowiłem się w Londynie do tego stopnia, że kilka razy poszedłem pojeździć na łyżwach na lodowisku Crystal Palace Ice Rink…

Crystal Palace

Odwiedziłem znany mi z historii olimpiad stadion White City – KLIK. Akurat rozgrywano na nim wyścigi psów. To też była ciekawa impreza. Wyścigi i psy niezbyt mnie interesowały natomiast fascynowały mnie poczynania bookmacherów. Chyba każdy miał pomocnika, który miał dłonie obandażowane prawie do łokci. Co kilka minut pomocnik machał dłońmi, wyraźnie był to jakis język migowy. Żeby wzmocnić efekt bookmacher oświetlał te obandażowane dłonie latarką. Po nadaniu komunikatu bookmacher chwytał za lornetkę i wpatrywał się w przeciwległy koniec stadionu. Stamtąd nadawano mu jakąś odpowiedź. Niewątpiwie istotną gdyż natychmiast zmieniał wypisane na tablicy stawki wygranych.

Lunch najczęściej jadłem w Wimpy Bar – KLIK

Wimpy bar

To było coś bardzo podobnego do MacDonalda, którego w Londynie jakoś wtedy nie zauważyłem.

Osobna sprwa to angielska waluta – funt nie był jeszcze zdecymalizowany i składał się z 20 szylingów a każdy szyling z 12 pensów. Wart był ponad 3.5 dolara amerykańskiego. Żeby było jeszcze ciekawiej to używano również terminu gwinea chociaż taki banknot/moneta fizycznie nie istniał (1 funt + 1 szyling) oraz półkorona (2 szylingi i 6 pensów). Uwielbiałem obliczać w pamięci koszt zakupów – na przykład: 2s6p + 3s6p + 10p + 12p. Ile reszty powinienem dostać jeśli dam kasjerce 1 funta? Proszę spróbować policzyć.

O spotkaniach rodzinnych napiszę w kolejnym odcinku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s