Parowóz dziejów – rok 1968

Lech

Rok 1968 rozpoczął się w listopadzie 1967 roku wystawieniem przez Kazimierza Dejmka Dziadów Mickiewicza w Teatrze Narodowym – KLIK. Polecam zlinkowany artykuł, według mnie rzuca nowe światło na bardzo ważne wydarzenie.
Tak jak wszyscy dookoła słyszałem, że sztuka wywołała skandal polityczny, że ambasador radziecki był oburzony, że ambasada zażądała zdjęcia sztuki ze sceny, że…
Okazuje się, że było dokładnie odwrotnie, ale ponieważ wszyscy słyszeli to co ja to sprawa nabrała politycznego wymiaru, teatr zamienil się w miejsce patriotycznych i antyradzieckich demonstracji i w rezultacie stało się to co ludzie wykrakali – władze zdjęły sztukę ze sceny.
Nastąpiły protesty, demonstracje, ostra reakcja władz – spirala gniewu sama się nakręcała. Wielu studentów aresztowano, wiele osób zapłaciło za to karierą zawodową a w Polsce rozpętała się kampania antysemicka. I pomyśleć, że to wszystko w wyniku plotki. Aria o plotce tutaj – KLIK.

W ramach kampanii antysemickiej pracę utraciły dwie znane mi osoby – mój profesor S. Chajtman, który był pochodzenia żydowskiego i wspomniany niedawno W. Matwin, który odmówił zwolnienia z pracy ludzi o żydowskim pochodzeniu.

Na marginesie dodam, że wprawdzie wydarzenia marcowe okazały się być wynikiem nieporozumienia, ale to była tylko kwestia czasu, zgodnie z marksistowską dialektyką były one nieuniknione.
Wspominałem, że już w 1964 roku dowiedziałem się, że w partii istniały dwa ugrupowania – chamy i Żydzi. Po 6-dniowej wojnie w czerwcu 1967 roku – KLIK, podczas której kraje komunistyczne popierały stronę arabską, zwrócono uwagę na fakt, że wiele istotnych stanowisk w polskiej służbie zagranicznej i wywiadzie zajmowały osoby o żydowskim pochodzeniu. „Chamy” złapały wiatr w żagle.
Jeśli chodzi o nastroje społeczne, to może się mylę, ale mam wrażenie, że w roku 1967 nie były one jeszcze antysemickie. Sukces Izraela w wojnie 6-dniowej ludzie przyjęli z zaskoczeniem, ale i z pewnym uznaniem.
Co do czystki w sferach rządowych to po pierwsze była ona robiona pod naciskiem Związku Radzieckiego, po drugie, w środowisku bezpartyjnych było to traktowane jako wewnętrzne rozgrywki rządzacej mafii.
Dopiero gdy M. Moczar zaczął prowadzić swoją nacjonalistyczną i antysemicką kampanię zyskiwała ona popularność.
Osobna sprawa to znużenie ludzi rządami Gomułki. Właściwie nie można tym rządom wiele zarzucić – kilka podwyżek cen żywności rekompensowanych obniżką cen parowozów, opóźnienia w budowie mieszkań. Jednak po euforii wydarzeń 1956 roku ludzie oczekiwali czegoś więcej.
Przy okazji wspomnę, że w tym czasie Polska nie miała ani grosza długu.

Zelmot jako bastion klasy robotniczej nie mógł pozostać obojętny. Mój partyjny kolega brał udział w „spontanicznej reakcji klasy robotniczej”. Spędzili cały dzień w kinie czekając na manifestację studencką gdyż ich zadaniem było wyjście na ulice z kontrmanifestacją. Ale akurat w tym dniu manifestacji nie było. Takie są kaprysy historii.

Rok 1968 musiał być naładowany elektrycznością gdyż w styczniu rozpoczęła się „praska wiosna” – KLIK  – a w maju wybuchły bardzo poważne rozruchy we Francji – KLIK.

Naszą prywatną rewolucją była przeprowadzka w połowie sierpnia 1968 roku do nowego mieszkania – ul. Racławicka 142…

LRacla142

Mieszkanie było na najwyższym (X) piętrze – lewy górny róg na tym zdjęciu z google street view. Koszt przeprowadzki pokryła Spółdzienia.
Przeprowadzka wypadła w okresie planowanego urlopu, Sylwia wyjechała już do Kudowy gdzie przebywał jej ojciec. Cały dzień spędziłem pakując nasz dobytek. Z samej przeprowadzki pamiętam tylko, że jeden z pracowników zainteresował się moją biblioteką – książką Stefana Kisielewskiego – Gwiazdozbiór Muzyczny.
– Czy to ten Kisielewski, o którym mówił towarzysz Gomułka?
– Ten sam – zapewniłem.
Wyjaśnię, że pierwszy zabrał głos Kisielewski nazywając władzę dyktaturą ciemniaków. Gomułka odpowiedział przemówieniem, w którym zjadliwie używał zwrotu „wielebny poseł Kisielewski”. Władza odpowiedziała pobiciem Kisielewskiego na ulicy przez „nieznanych sprawców”.
– Skoro pana to interesuje, to mam tu jeszcze książki Pawła Jasienicy – KLIK – dodałem.
Mój rozmówca spojrzal na mnie z lękiem – to Jasienica jakieś książki pisał? Ja myślałem, że on tylko walczył w bandach.
To również nawiązanie do przemówienia W. Gomułki, który sugerował, że Jasienica nie poniósł konsekwencji za walkę w jednostce AK gdyż zgodził się na współpracę ze służbami bezpieczeństwa.
Mimo tych przerywników przeprowadzka przebiegła sprawnie. Nowe mieszkanie miało podobne rozmiary jak poprzednie (35 m2), lecz układ był bardziej praktyczny. Kuchnia była mniejsza, 4.5 m2, nie było pomieszczenia w korytarzu, za to mniejszy pokój miał aż 10 m2. Pierwszej nocy prawie nie spałem. Mieszkanie na najwyższym piętrze było mocno nagrzane, ale gdy otworzyłem wszystkie okna hulał w nim nadmiernie wiatr. Następnego dnia byłem w pracy a w nocy pojechałem pociągiem do Kudowy.

To było dla mnie odkrycie. Cały pierwszy dzień spędziliśmy gubiąc się w Błędnych Skałkach…

Następnego dnia dotarliśmy na Szczeliniec gdzie spędziliśmy noc…

Szczeliniec

Kolejny etap to Wambierzyce – KLIK. To było dla mnie zaskoczenie – ogromny teren poświęcony na liczne obiekty sakralne – wambierzycka Kalwaria. W kościele gabloty wypełnione wotami na pamiątkę licznych cudów.
– Panie, jak ktoś jedzie całą noc pociągiem a potem przez cały dzień, na głodniaka, chodzi w procesjach to wieczorem, jak tu organy zagrają, to co drugi widzi jakieś cuda – komentował jakiś miejscowy.
Dla mnie cudem było, że w komuniźmie mogły istnieć tak ogromne obiekty poświęcone praktykom religijnym.
W Wambierzycach nocowaliśmy w jakimś schronisku we wspólnej sali. Naszymi towarzyszami była wycieczka szkolna. Chłopcy hałasowali po ciemku – opowiedz im jakiś film albo książkę to się uspokoją – doradziła Sylwia. Poskutkowało aż za dobrze. Chłopcy błyskawicznie zasnęli, ale zaczęli okropnie chrapać. Niestety mnie nikt nie uśpił.

I na koniec Duszniki…

LSW1968

Byłem oczarowany tymi okolicami i mocno zawstydzony, że właściwie cała moja znajomość Polski ogranicza się do czterech czy pięciu miejsc.

Do Kudowy wróciliśmy zapewne 22 sierpnia gdyż zastaliśmy ojca Sylwii przy odbiorniku radiowym – zbrojna interwencja w Czechosłowacji, koniec praskiej wiosny. W Kudowie można było złapać audycje nadawane przez lokalne czeskie stacje radiowe. Niektóre były dramatyczne – widzę, że pod nasz budynek podjeżda czołg, forsuje bramę… nie – zatrzymał się, wyskakują dwaj żołnierze. Pojeżdża ciężarówka z wojskiem… Za chwilę będę musiał przerwać… nie zapomnijcie o nas!
Ojciec Sylwii odwiedził przejście graniczne w okolicach Kudowy. Było zamknięte. Niektórzy Polacy przynieśli na granicę kwiaty.

A przecież my, podczas naszych beztroskich wędrówek po górach i lasach, napotkaliśmy w lesie jakiś oddział wojska przykryty siatkami maskującymi. Nawet zastanawialiśmy się, czy nie zachowywaliśmy się zbyt swobodnie pod okiem wojskowych zwiadowców.

Pisałem na wstępie, że rok 1968 musiał być naładowany jakąś energią. Mnie też to się udzieliło – pod koniec roku postanowiłem wybrać się na miesiąc do Anglii. Może sprzykrzyło mi się, że już od 4 lat nie byłem za granicą. Może, wzorem Niemców spotkanych w Goeteborgu, liczyłem że załatwię sobie pracę jako programista, wrócę do Polski załatwić formalności i wyjadę legalnie do pracy.
Ciekawe, że dwóch kolegów z Zelmotu wyjeżdżało w tym samym okresie na urlop do Danii. Jednak ten rok musiał coś w sobie mieć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s