Jak nie przyjęli mnie do partii

Panie inżynierze, towarzysz Trzciński zaprasza pana na herbatkę.

Już od kilku dni oczekiwałem tego wezwania i zastanawiałem się jak rozegrać  rozmowę.
Jedno wiedziałem na pewno – nie wstąpię.
Znałem najprostszą wymówkę – nie stać mnie na płacenie składek. Nie  wiedziałem jakiej wysokości były te składki, ale argument wydawał mi się bezsensowny. Przecież przynależność do parti politycznej to deklaracja chęci działania dla jakiejś idei.
Mam ochotę działać, ale mnie na to nie stać?
Zresztą przynależność do partii dawała możliwości nieporównywalne do wysokości składek.
To było może dobre tłumaczenie dla klubu jachtowego. Jednak podobno partia akceptowała takie tłumaczenie.
Przypomniało mi się jak Matka odmówiła przyjęcia zwolnienia lekarskiego gdy zamiast na wycieczkę szkolną poszedłem na procesję Bożego Ciała – to będzie znak, że się ich boję. To im wystarczy. Do czasu.
No więc co powiedzieć? Że religia mi nie pozwala? Że idea jest mi obca? Że…?

Towarzysz Trzciński przyjął mnie bardzo grzeczne, Pogratulował zakończenia studiów. Sączyliśmy kawę, prowadziliśmy grzecznościową rozmowę. Siedziałem jak na szpilkach. Wreszcie przeszedł do sedna sprawy:
– Pan wie dlaczego tu pana poprosiłem?
– Domyślam się.
– To mój obowiązek. Mam obowiązek proponować wstąpienie do partii każdemu wartościowemu pracownikowi zakładu a pana uważam za bardzo wartościowego.
Skłoniłem głowę.
– Widzi pan – ciągnął Sekretarz – ja mam ogromny szacunek dla tej partii. Moi rodzice żyli w tej okolicy (Okęcie) przed wojną. Nie mieli żadnego zawodu. Pracowali dorywczo gdzie popadnie, byli traktowani przez pracodawców bardzo podle. Nawet nie myśleli jaki los czeka ich na starość.
Po wojnie ta partia umożliwiła im ukończenie szkoły podstawowej i kursów zawodowych. Dostali pracę w fabryce, dostęp do opieki lekarskiej, edukację dla dzieci, emeryturę. Ja ukończyłem technikum.
Obserwuję pana i wiem, że pan wychował się w zupełnie innym środowisku i ma pan pewnie inne poglądy niż ja i prawdopodobnie nie przyjąłby pan mojej propozycji.
W związku z tym ja jej panu nie złożę.
Dlatego, że za bardzo pana cenię żeby pana wystawiać na takie próby i za bardzo cenię moją partię żeby doświadczać jej odrzucenia.
Sekretarz wstał. Wstałem i ja. Uścinął mi dłoń – proszę pamiętać moje słowa – będzie dla mnie ogromną radością jeśli pan z własnej woli wstąpi do partii.

Zaskoczene mieszało mi się ze wzruszeniem – ktoś traktuje mnie i swoją misję na serio.
Pan Tadeusz oczekiwał niecierpliwie mojego powrotu. Gdy zdałem mu relację z rozmowy był bardzo zaskoczony
– Porządny człowiek ten Trzciński – skomentował

Za niecały rok skończyła się kadencja pierwszego sekretarza. Pan Trzciński wrócił do swoich obowiązków zawodowych (elektryk). Sekretarzem partii został młody i bardzo sympatyczny ekonomista z wyższym wykształceniem. Pokolenie ZMS-owców brało ster w swoje ręce, chyba lepiej radzili sobie z naborem nowych członków, ale nie wydawało mi się żeby partia stawała się przez to lepsza.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s