Śłub a nawet dwa

Lech  Lech

Sylwia i ja byliśmy już samodzielnymi i niezależnymi ludźmi. Minęło ponad trzy lata naszej znajomości, trzeba było podjąć wiążącą decyzję. Dręczyły mnie poważne wątpliwości natury egzystencjalnej. Nie widziałem większego sensu w swoim życiu i nie miałem odwagi wiązać kogoś z sobą. Nie znasz realiów życia – to mówiło mi wiele osób – gdy założysz rodzinę i będziecie na swoim to nie będzie czasu na takie rozterki. Miałem poważne wątpliwości. Rzeczywiście widziałem dookoła jak ludzie krzątają się wokól wielu drobnych spraw żeby jakoś się urządzić, ale ta zapobiegliwość mnie śmieszyła – czy to miał być cel życia?. Nie czułem potrzeby urządzania się ani gromadzenia przedmiotów.
Kiedyś widziałem swoją przyszłość jako ojca rodziny dbającego o zachowanie polskości i rodzinnej tradycji. To przeważyło. Widziałem, że moi stryjowie, bracia Ojca, lubili i cenili Sylwię, akceptowali ją jako członka rodziny.

Któregoś dnia wracaliśmy z Sylwią z Zielonej Budki gdzie można było dostać jej ulubione rurki z kremem. Gdy przekraczaliśmy ulicę Rakowiecką wstąpiliśmy do urzędu stanu cywilnego i zaplanowaliśmy ślub na 12 czerwca 1965 roku.
To był pewnie mój pierwszy kontakt z „prawdziwym życiem” – wiele drobnych spraw do załatwienia. Najbardziej bliski ciału był garnitur ślubny. Wydawało mi się, że wystarczy ciemny garnitur przywieziony przez Matkę z USA, ale panna młoda zamówiła suknię ślubną, trzeba było trzymac fason. Garnitur szył mi prywatny krawiec. Z prawdziwej bielskiej wełny. usztywniany włosianką.
– Panie, kapota musi mieć smak – powtarzał krawiec przy każdej przymiarce. Muszę przyznać, że dobrze wywiązał się ze swojego zadania.

12 czerwca odbyły się dwa śluby, cywilny w urzędzie na ulicy Rakowieckiej i kościelny w kościele św Anny. Po ślubie cywilnym wujek Sylwii, posiadacz przedwojennego samochodu marki fiat, zawiózł nas na spacer do Wilanowa. Towarzyszył nam nasz świadek, Ryszard – partner w moich wyprawach do filharmonii…

Wilanów

Ślub kościelny odbył się wieczorem. W tamtych czasach nikt nie śmiał robić fotografii podczas ceremonii kościelnych. Po ślubie wstąpiliśmy na zdjęcia do zawodowego fotografa. To nie była przyjemna wizyta. Fotograf ustawial nas w sztucznych pozach, wołał – ślinić usta! – klik.

Foto

Wesele odbyło się w mieszkaniu moich teściów. Nie mogę się doliczyć ilości gości weselnych i nie mogę pojąć w jaki sposób tyle osób zmieściło się przy stole w jednym pokoju średniej wielkości. Następnego dnia były poprawiny i wreszcie wyjechaliśmy na 2-tygodniowy urlop do Augustowa.

Jak łatwo obliczyć w tym roku była 50 rocznica tego wydarzenia. Wydaje mi się, że garnitur najlepiej przetrzymał te pół wieku – nadal „ma smak”. Miałem go na sobie podczas rocznicowej uroczystości…

50 lat

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s