Wolna wola – jest, czy jej nie ma?

Wiesia  Wiesia

Przeczytałam „Faraona. Odkryłam, że w starożytnym Egipcie nie rządził faraon, ani Ramzes XIII, ani jego ojciec, ale arcykapłan i minister wojny Herhor dążący do uzyskania pełni władzy nad duszami i ciałami. Dlatego mu się to co chciał udało, ponieważ egipskie chłopstwo ciemniejsze było od czarnej dziury, o której wówczas nie miałam bladego pojęcia. Sceny spotkań Ramzesa z Sarą zaznaczyłam ołówkiem i ciągle do nich wracałam. Biedna Sara żyjąc w egipskim feudalizmie nie wiedziała, że im kobieta szlachetniejsza, tym ma gorzej. Szczególnie intrygował mnie Lykon i zjawisko hipnozy. Co za diabelska broń, przy pomocy której można z człowieka uczynić maszynę, mordercę, bez jego wiedzy i woli. Ksiądz na lekcjach religii w kościele na Lesznie mówił o danej nam wszystkim wolnej woli. O tym, że sami odpowiadamy za to co robimy. Zahipnotyzowanemu sobowtórowi Ramzesa wolna wola została zabrana.
Więc jak to jest – mamy wolną wolę, czy nie, a jeśli kogoś zahipnotyzują, to co? – zastanawiałam się z Maliną. Jej mama Janina Marcinkowska wróciła z pracy, przebrała się po domowemu i przygotowała dla nas podwieczorek: chleb z miodem i po jabłku. Zaczęłyśmy wątpić, czy pisarz hipnozy czasem sobie nie wymyślił, czy nie jest bajką?  A nawet gdyby hipnoza nią była, uznałyśmy obie, że nas nikt nie dałby rady tak otumanić,  jak Lykona, zbyt mocno czułyśmy w sobie wolną wolę. Malina sarkała, po co czytam te bzdury?

Pani Marcinkowska  wtrąciła krótko, że hipnoza istnieje. Ale zahipnotyzować można tylko kogoś, kto tego chce. Miała bladą, przezroczystą cerę, ciemne oczy i zawsze się uśmiechała, kiedy słyszała muzykę. Czasem podnosiła rękę z niewidzialną batutą i dyrygowała niewidzialną orkiestrą. Malina w ogóle nie była do niej podobna. Zastanawiała się, czy jest jej córką, więc i ja zaczęłam myśleć  w tym duchu o sobie.
W nerwowe rozważania, kim właściwie jesteśmy, wprawił nas chłopak z naszej klasy, który ojca nazywał Hitlerkiem. Kiedy go zapytaliśmy dlaczego, wyjaśnił, że ojciec po jakiejś domowej kłótni wydał matkę Niemcom i  Niemcy ją zastrzelili. Ciotka mu o tym powiedziała. Teraz ma macochę.
Mama Maliny przypomniała, że czas wziąć się za odrabianie lekcji, bo nową wiedzę można budować tylko na tej, którą już posiadamy, albo komuś mózg się rozwinie, albo nie. Zadane miałyśmy niewiele, skupiłyśmy się na doskonaleniu czytania po rosyjsku. Nie szło najlepiej, dukałyśmy, chociaż nauczycielka rosyjskiego obiecała, że każdy w klasie, kto opanuje jako tako czytanie, dostane adres koleżanki, albo kolegi z Moskwy i będziemy do siebie pieriepisywatsja, jak przyjaciel do przyjaciela, przyjaciółka do przyjaciółki. Ona  będzie nam w pisaniu listów do nich pomagała.  
Mama Maliny koniecznie chciała  uczyć nas francuskiego, który doskonale znała, była tłumaczką w Polskim Radio, ale i tym razem obie nie zamierzałyśmy marnować czasu i dość dobitnie powiedziałyśmy jej, że za nic. Malina nie chciała też za żadne skarby ćwiczyć na pianinie. Kiedy wprawki jej nie szły matka wpadała w furię, zdarzało się, że rzucała wiekiem od pianina, kiedy Malinie nie wychodziło, ale nigdy przy mnie. Dobrze, że byłam, bo gdyby została z nią sama, mimo posiadania wolnej woli, do ćwiczeń zostałaby zmuszona. Nie miała z tym pianinem lepiej, niż ze skrzypcami jej krewna Wanda Wiłkomirska, której za lenistwo w graniu wymyślali w domu różne tortury.

Wolne, jak ptaki przebiegłyśmy na przeciwną stronę Nowolipek do bliźniaczek z tej samej co my szkoły, z równoległej klasy. Blok, w których mieszkały, wybudowany jak nasze z wymęczonych, sinawo różowych cegieł, zajmowali  przede wszystkim wojskowi. Rodzice bliźniaczek mieli encyklopedię. Zamykali ją w wielkim kredensie, ale dziewczyny wiedziały, gdzie jest do niego klucz. Natychmiast wyciągnęły odpowiedni tom. Nie ten, z którego mogłybyśmy się dowiedzieć czegoś o hipnozie, o której po drodze do nich zupełnie zapomniałyśmy,  już trzeci raz z bliźniaczkami zgłębiałyśmy budowę kobiety i mężczyzny. Bliźniaczki miały całe półki dżemów wyjadałyśmy je ze słoików łyżeczkami, czasem palcami. Ilustracje w encyklopedii na tym ucierpiały. Mężczyźni są obrzydliwi – stwierdziła nasza czwórka to samo trzeci raz. Bliźniaczki, podobne do jasnowłosych aniołków, opowiadały, jak zwykle, jedna przez drugą, identycznymi głosikami, co ostatnio usłyszały i zobaczyły podsłuchując i podglądając w nocy rodziców. Ojciec do ich matki mówił, że jest inna, niż inne i o wiele bardziej mu się podoba. Jest najpiękniejsza. Mówi  o tym za każdym razem – zauważyła Malina, ale za chwilę dowiedziałyśmy się takich rzeczy, że aż zrobiło się nam gorąco.  Byłyśmy czerwone i oburzone, a one chichocząc powtarzały:  tak było !
Po wyjściu od bliźniaczek stwierdziłam, że wolałabym się napić tranu, niż tknąć chłopaka, a Malina, że wolałaby zjeść wielką żabę.

Jak już zahaczyłyśmy o żabę, natychmiast przypomniała nam się Monika, którą ostatnio dokooptowano do naszej klasy.  Czy rzeczywiście te żaby jej smakują? Jak było cieplej mnóstwo żab rechotało w stawie Ogrodu Krasińskich.
Monika przyjechała niedawno do Polski z Francji, z kraju w którym przysmakiem są żaby, o tym wiedziałyśmy. Siedziała w ławce przed nami miękka, pachnąca, śliczna i przerażona. Język polski znała słabo, nie wymawiała poprawnie rrr. Kiedyś  zwierzyła się, że bahdzo chciałby zjeść  fhytki , albo banana, ale my nie wiedziałyśmy co to takiego. W domu zamiast frytek Monika dostawała chleb ze smalcem posypany cukrem. Dziwiłyśmy się, bo my jadłyśmy chleb lekko skropiony wodą posypany cukrem, albo z masłem i cukrem, a chleb ze smalcem matki posypywały nam solą. Smakowało. Monika urodziła się we Francji, mieszkała w departamencie Pas de Calais. Tam Polaków było najwięcej blisko 90 tys. (dept. Nord  56 tys., Seine 34 tys., w Paryżu ok. 25 tys.), część komunizowała. Jej rodzina nie przyjęła francuskiego obywatelstwa. Kiedy władzom francuskim nie spodobało się, że ojciec Moniki zbyt energicznie działa w polskiej grupie Francuskiej Partii Komunistycznej  kazali mu się wynosić do kraju pochodzenia w ciągu tygodnia. Partyjni koledzy ojca Moniki, którzy byli Francuzami trafili do więzień.
Trzy lata wcześniej rozpoczął się taniec Świętego Wita Paryża z Warszawą i na odwrót, który trwał, łapano szpiegów.  Na Okęciu, tuż przed wejściem do samolotu aresztowano Andre  Simon Gustave Robienau, pracownika Instytutu Francuskiego posądzonego o szpiegostwo na rzecz Francji. Wyrok 12 lat, wyszedł po trzech. Sokół – Klimczak sądzony w tym samym procesie nie miał takiego szczęścia, skazano go na karę śmierci, wyrok wykonano. Władze francuskie nakazały przeszukać lokale organizacji  powiązanych z Ambasadą Polską i aresztowały kilka osób, kilka ekspulsowały. Zatrzymano stypendystę rządu polskiego, slawistę Etienne Decaux za szpiegostwo na rzecz  Polski (czytaj Rosji). Kleszcze wielkiej polityki objęły małą Monikę, młodszą od nas, bo we Francji obowiązek szkolny zaczynał się już wtedy w wieku sześciu lat, a ona poszła do pierwszej klasy kiedy miała pięć i pół. Po pobycie w hotelu w Świdrze jej czteroosobowa rodzina – Monika miała starszego brata – dostała przydział na pokój z kuchnią w bloku na Nowolipkach. Z jednego okna widzieli budujący się Pałac Kultury z drugiego ciągnące się długim ogonem tzw. piaski, późniejszą ulicę Marchlewskiego (dziś Jana Pawła). Z tego okna co wychodziło „na piaski” oglądali rosnący dom, z miejscem na sklep spożywczy na parterze.  Bardzo się z tego mama Moniki cieszyła, miała nadzieję, że będą niedługo wiedzieć, kiedy do sklepu dotrą ziemniaki. W przedziwny sposób rodzice Moniki nie mogli kupić ziemniaków, co jak co, ale ziemniaki, chleb i inne podstawowe produkty były. Ziemniaków można było przywieźć  całą piwnicę od podwarszawskich chłopów, w sklepach na kilogramy mało kto je kupował. Ojciec Moniki na wszelkie bóle rodziny odpowiadał, że to przejściowe trudności. Są w socjalistycznej Polsce i z tego powinni się cieszyć. Monice w szatni szkolnej poginęły  ładniejsze rzeczy, kolorowe czapeczki, szaliki, w klasie wyparowało pudło z francuskimi farbami, zagraniczne ołówki, kredki. Sprzed bloku zginął rower (były na talony). Jej mama kiwała głową, mówiła, że córka będzie odtąd wyglądała jak my wszystkie, szaro. Monika płakała.

Razem z Maliną przygotowałyśmy klasowe mikołajki . Każdą paczka miała przywiązaną na wierzchu pokaźną rózgę. Służyły za nie witki brzóz, zerwane przez nas w Ogrodzie Krasińskich. Park był dziki. Pałac Krasińskich stał osowiały za rozbitą fontanną z setkami dziur po ostrzałach. Wspominałyśmy w zimie naszą letnią kryjówkę w „Kraśniaku”, teraz dobrze widoczną, bo pozbawioną liści. Znalazłyśmy w parku kilka drzew morwowych. Kryjówka znajdowała się w konarach jednego z nich. Siedząc koło siebie na drzewie lizałyśmy leciutko swoje zęby, ona moje proste na dole, a jej równiuteńkie na górze, pachniały morwami.
Święty Mikołaj w szkole TPD nr. 11 w Warszawie  szóstego grudnia przyszedł do wszystkich w klasie, losowaliśmy paczki z prezentami podczas godziny wychowawczej. Starałyśmy się z Maliną, żeby prezenty były dowcipne – najpierw każdy coś przyniósł, z tego zrobiłyśmy paczuszki.  
Impreza noworoczna niecały miesiąc później miała rozmach. Z naszej szkoły słychać było śpiewy i śmiech na pół Muranowa, którego gruzy, wydawało się nie do pokonania, pokrył śnieg. Szkoła wypełniała się młodzieżą  przez dwa tygodnie nie tylko z Warszawy. Pełniliśmy funkcję dyżurnych według grafiku, każdy chciał mieć tych dyżurów jak najwięcej, żeby się znaleźć w krainie czarów. Udekorowana i oświetlona choinka stała na środku hallu, przy niej w czerwonym kapturze, z kosturem, siedział na krześle Dziad Mróz i rozdawał garściami cukierki. Ale był przy nim tłok! Chyba miał worek bez dna. Klasy zamieniły się w gabinety  luster, baj, strachów. Stołówka stała się salą filmową, wyświetlano w niej obok filmów rysunkowych rosyjskich, po raz pierwszy chyba w Polsce, filmy z Kaczorem Donaldem. Komu udało się do niej wcisnąć, nie chciał wyjść.

PS. Informacja o procesie Robineau tutaj – KLIK.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s