Sen czy Gęsiówka

Wiesia  Wiesia 

Było zimno, a  ja marnie ubrana. Zanim wyruszyliśmy sprzed szkoły na Pragę z wiązankami  goździków, moim obowiązkiem było sprawdzić, czy wszyscy uczniowie mają  porządnie założone czerwone chusty. Tych, którzy chust zapomnieli  kazano mi odsyłać do domu. Potem pani dyrektor miała się z nimi policzyć. Kwiaty mieliśmy złożyć pod Pomnikiem Braterstwa Broni, pierwszym pomniku  wzniesionym  w Warszawie po wojnie, jako dowód wdzięczności.
Mieszkańcy stolicy mówili , że za Wisłą stanęło czterech śpiących.  Przed wymarszem przypomniano nam, że to Dzień Ludowego Wojska Polskiego, obchodzony 12 października, dlatego, gdyż w tym dniu w roku 1943 r. żołnierze polscy i radzieccy odnieśli ogromny sukces pod Lenino. Razem pokonali okopaną tam niemiecką bestię. Polacy bili się  z furią, wykonali przeznaczone dla nich specjalne zadanie, przełamując obronę przeciwnika w okolicach wioski Połzuchy. Przeszli bagniska i rzekę Miereję,  dzielnie szli pod niemieckie kule. Nie szczędzili życia i zyskali zaufanie  władz radzieckich. Obserwujący szturm 1 Dywizji Piechoty  im. Tadeusza Kościuszki żołnierze Armii Czerwonej chwalili „Poliaki mołodcy, idut kak morjaki”, co było najwyższym wyróżnieniem. Złóżmy  hołd bohaterom i za Lenino i za to, że dzięki braterstwu polsko radzieckiemu  na polu walki możemy być tutaj  – mówiła jedna z nauczycielek. Uratowano nam życie. Musimy pamiętać, że w planach Hitlera Polacy znajdowali się  jako drudzy w kolejce, do zagazowania i spalenia.
Ruszyliśmy w milczeniu wydostając się z muranowskich gruzów, przyprawiających mnie o mdłości. W mieście różnych zwalisk znajdowało się mnóstwo. Płaty pokawałkowanych kamienic zwisały na zbrojeniach w całym śródmieściu. Nieraz wybierałam specjalne miejsce, gdzie gruzowiska widać było mniej, zasłaniałam sobie ręką jedno oko, żeby tym drugim móc oglądać świat bez gruzów. Minęliśmy  odbudowany  pałacyk, którego ostatnim przedwojennym  właścicielem był Janusz Radziwiłł, dlatego mówiło się o pałacu  Radziwiłła, chociaż był już państwowy, to znaczy nas wszystkich. Doszliśmy do tunelu przekopanego pod Krakowskim Przedmieściem oraz ulicami Senatorską i  Miodową. W związku z uroczystością na trasie do pomnika  wstrzymany został ruch i przemaszerowaliśmy pod nim swobodnie. Na Moście Śląsko – Dąbrowskim  osadzonym na ocalałych filarach mostu Kierbedzia  już za naszą  TPD numer  11 formowały się pochody innych szkół.  Przy wybiegu dla niedźwiedzi stali ludzie i rzucali zwierzętom jedzenie, każdy chciałby tam trochę postać,  ale nam nie wolno było się zatrzymywać , musieliśmy być przed pomnikiem na czas.

Pomnik Braterstwa Broni

Stanął na skrzyżowaniu ulicy Targowej z aleją Świerczewskiego. Wiedzieliśmy, że początkowo był z gipsu, ale teraz jest już z brązu, dla pokoleń. Odlew pomnika wykonany został w Berlinie z przetopionej niemieckiej amunicji. Czterej, jakby śpiący żołnierze ze zwieszonymi głowami  znajdowali się nisko w narożnikach. Dwóch z nich miało polskie czapki z orzełkami. Trójkę żołnierzy radzieckich przedstawiono zupełnie inaczej – w akcji bojowej. Jeden wychylił się do rzutu granatem. Przygnębiające wrażenie… Długo było słychać męski głos w megafonie,  który  chwalił upór kościuszkowców sformowanych pospiesznie w  wojsko w Sielcach nad Oką. Nazwa dla Polaków brzmiała swojsko, miejscowość znajdowała się 150 km od Moskwy. Polska dywizja pod Lenino dołączona została do składu radzieckiej 33 Armii. Usłyszeliśmy, że aż 600 tys. żołnierzy radzieckich zginęło na polskich ziemiach po to, żebyśmy byli wolni. Już wcześniej, przy wybiegu  dla niedźwiedzi  słychać  było niosącą się marszową  pieśń, trochę wyciszoną podczas przemówienia. Szumi dokoła las, czy to jawa czy sen? Co ci przypomina, co ci przypomina widok znajomy ten? Żółty wiślany piach, wioski słomiany dach, płynie, płynie Oka, jak Wisła szeroka, jak Wisła głęboka… KLIK. 
Po uroczystościach już nie wróciliśmy do szkoły, mieliśmy wolne.Każdy wracał, jak chciał. Wiadomo, pobiegliśmy na pierwsze w Polsce ruchome schody, które łączyły aleję Świerczewskiego z Placem Zamkowym. Stanowiły wielką atrakcję, każda wycieczka do Warszawy zwiedzała cud techniki radzieckiej zaprojektowany w moskiewskim Mietroprojekcie i wykonany w ZSRR. Po drodze, z wysokości mostu po prawej stronie można było podziwiać  odbudowany Pałac Pod Blachą, był zrujnowaną bryłą bez dachu, teraz wyglądał po ludzku i miał dach. Nad tunelem, na tle doszczętnie zniszczonego  zamku, najpierw zbombardowanego, potem jeszcze wysadzonego przez Niemców w powietrze stała, jak nowa, kolumna Zygmunta. W czasie wojny została trafiona pociskiem z niemieckiego czołgu. Roztrzaskała się, ale król Zygmunt III Waza nie rozleciał się w kawałki. Stracił część przedramienia lewej ręki z krzyżem i upuścił szablę  trzymaną w prawej ręce. Niestety, spełniła się przepowiednia, że jeśli król wypuści z ręki szablę miasto czeka niewyobrażalne nieszczęście. Krzycząc z radości pobiegliśmy chmarą pojeździć  na ruchomych schodach, mijając w prowadzącym do nich szerokim korytarzu dwie duże płaskorzeźby  „Razem  w Budowie” i „Razem w boju”. Panowie stojący na górze pilnowali, żeby ruchomym schodom nic się nie stało i żeby jazdy z góry na dół i z powrotem nie było więcej na głowę, niż trzy razy. Kaszlałam już bez przerwy,  poszła mi krew z nosa, pobrudziłam nie tylko schody, ale i błyszczącą drewnianą fornirowaną  balustradę. Jakaś starsza pani próbując zatamować krwotok, bez słowa zdjęła mi  czerwoną chustę i użyła do tego. Zapytała, czy my wszyscy jesteśmy harcerzami? Odpowiedziałam, że nie, harcerstwa w naszej szkole nie ma, mamy być pionierami. Pokiwała głową i powiedziała jakby do siebie – zupełnie zwariowali.  Byłam szczęśliwa, kiedy znalazłam się w domu.

 Pod koniec choroby, kiedy już mogłam  wstawać z łóżka zapukał do nas usmolony człowiek i powiedział, że pod blokiem zwalają dla nas węgiel i trzeba będzie go znieść do piwnicy. Do muranowskich bloków gazu przez kilka lat nie podłączali. Gotowaliśmy na kuchniach węglowych, znajdowały się  na wyposażeniu mieszkań i też  nie trzeba było za nie płacić. Piecyki gazowe w łazience tkwiły długo nieczynne. Niektórzy w wannach trzymali kury. Zaraz po tym pukaniu rozległo się następne, znów otworzyłam w koszuli  nocnej i szlafroku. Do mieszkania wpadli dwaj brudni łachmaniarze, nie w ubraniach, ale w strzępach ubrań, jakby z papieru. Widziałam taki papier na workach z cementem. Jeden z nich zwrócił się do mnie: – panienko, gdzie rodzice? Odpowiedziałam, że o tej porze ich nie ma, tak jak wszyscy są w pracy. Prosili o ubrania ojca, bo muszą się przebrać, muszą uciekać. Tam, wskazali na okno od ulicy Dzielnej , gdzie ciągnęło się gruzowisko, Polaków mordują.  Oszołomiona pytałam gdzie? Kto? Niemców przecież nie ma… Pokazali na majaczące w oddali długie jaśniejsze punkty, jakby ruiny białawych budynków, które jakimś cudem ocaliły niektóre ściany. Nigdy się nie zastanawiałam co jest  za zwojami sterczącego kolczastego drutu,  który w rozwaliskach na Muranowie nie był niczym dziwnym.  Za oknem, w połowie morza gruzów, jak się później dowiedziałam, działała Gęsiówka – KLIK. Więzienie przed wojną, Areszt Centralny Getta i tzw. Obóz Pracy w czasie wojny, potem niemiecki  podobóz Obozu Koncentracyjnego Warszawa i te straszne, jęczące mury ciągle były eksploatowane! Wówczas nie miałam o tym pojęcia! Ubrań ojca tym ludziom nie dałam, powiedziałam im, żeby przyszli, kiedy  wieczorem wróci z pracy. Wypadli z naszego mieszkania, jak dwa pociski.  Wybiegam za nimi. Zapukali naprzeciwko  do Gawronowej, woźnej w naszej szkole, nikt si ę nie odezwał i do państwa Wilków, tam też nikogo nie było. Zbiegli na niższe piętro i dobijali się do państwa Madajewiczów. Ktoś otworzył. Czekałam. Mogłabym się przeżegnać, że stamtąd nie wyszli.  Ojciec prosił, żebym mu powtarzała i powtarzała co się wydarzyło, wypytywał o szczegóły, za każdym razem kończyłam o zniknięciu tych panów u Madajewiczów. Ojciec przypomniał sobie, że ich syn, student medycyny, chciał od nas pożyczyć Atlas Świata i do nich zszedł. Kiedy wrócił powiedział, że przy okazji zapytał o ludzi, których wydaje mi się widziałam, ale musiało mi się przewidzieć  – u Madajewiczów w południe nie było żywej duszy. Jeśli w ogóle ci panowie tu byli, musieli bardzo szybko wybiec. Kazał mi pójść do łóżka, stwierdził, że znów na pewno mam gorączkę. Dodał surowo – ani słowa o tym wszystkim, bo ściągniesz nieszczęście. Do łóżka mnie ciągnęło. Kilka dni wcześniej dostałam Dzieła Zebrane Bolesława Prusa, jedną, wielką, ciężką księgę. Czytałam „ Faraona”.

PS. Artykuł na temat budowy Trasy W-Z – KLIK.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s