Pierwsze małżeńskie gniazdka

 Tadeusz
Jedyne zdjęcie z naszego tuż po ślubie okresu jest robione przez ulicznego fotografa w Polanicy. Byłem tam pod koniec sierpnia w kolejnym sanatorium, które już dużo wcześniej miałem przyznane, mama dostała w tym samym okresie wczasy, a Eliza przyjechała na parę dni mnie odwiedzić.

Wprawdzie przez ostatnie miesiąca trochę się już odpasłem, ale jednak oboje ważyliśmy w sumie niewiele ponad kwintal. Eliza w talii miała 55 cm – jak osa. Na zdjęciu to widać!

Parę tygodni potem już wprowadziliśmy się do naszego małżeńskiego gniazdka na przedmieściu Łodzi. Od końcowego przystanku na Radiostacji (kto zna Łódź to wie gdzie to) prowadziła droga przez wzgórze z licznymi krzewami rokitnika – zimą jego pomarańczowe owoce pokryte były szklistym lodem i wyglądało to bajkowo. Pokoik był malutki, mansarda,  okno niezbyt szczelne, ale szerokie. Piec kaflowy typu duża koza, na czterech wygiętych rogach – krótko trzymał ciepło. Wąski jednoosobowy tapczanik był wystarczający dla nas zupełnie. Na tym samym piętrze była jeszcze kuchnia, pokój gospodyni z paroletnią córką, malutka ubikacja. Na początku ciepłego października bardzo nam się to wszystko podobało! Dopiero gdy przyszły mrozy poranne zimno zaczęło nam doskwierać, szyby zamarzać, chodzenie przez wietrzne wzgórze zwłaszcza podczas deszczu  lub śnieżyc męczyć. Zaczęły się też utarczki z gospodynią, która wiedziała, że nie mamy się gdzie podziać, więc wzmagała swoje wymagania i pretensje.
Od późnej wiosny rozpoczęliśmy chodzenie po willowej dzielnicy w pobliżu mojej uczelni. Od domu do domu. Od właściciela do właściciela. Wyglądaliśmy sympatycznie, byliśmy parą po ślubie co oczywiście w tamtych czasach miało ogromne znaczenie. Rozmawiano z nami przyjaźnie, ale pokoi początkowo do wynajęcia nie było. W końcu udało się. Starsza pani  mieszkająca sama w piętrowym domu na ulicy Mostowej (obecnie Zelwerowicza) wynajmowała 2 pokoje na piętrze. Jeden, przechodni, już był zajęty. A drugi, śliczny, widny, z prawdziwym piecem, był dla nas. Przedwojenne umeblowanie – szerokie małżeńskie drewniane łoże z wysokimi zagłówkami, piękny secesyjny stół, szafa na ubrania. Z okna widok na ogród. Za pokojem przechodnim była, wspólna z 2 lokatorami obok, duża łazienka z wanną i piecykiem gazowym do podgrzewania wody. Pokój przechodni miał kotarę na całą długość aby stworzyć dla nas korytarzyk.  Mieliśmy swoje miejsce do końca studiów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s