Przedmaturalna dekadencja

Lech  Lech

Znowu zmiana fryzury. Tym razem Fanfana zastąpiła główna gwiazda olimpiady w Melbourne – Bobby Morrow. Pozwolę sobie nadużyć cierpliwość czytelników tego blogu i obejrzeć film z jego występów – KLIK.

W klasie X mój zapał do nauki zaczął przygasać. Składało się na to pewnie wiele przyczyn – frustracje wieku dojrzewania, trudne warunki mieszkaniowe, długie godziny spędzane na słuchaniu radia i czytaniu książek, malejące zainteresowanie nauką. Nawet matematyka i fizyka przestały mnie interesować.
Podczas spotkania w Warszawie z okazji ferii świątecznych stryj Jerzy, z zawodu inżynier elektryk, na wiadomość, że zamierzam studiować inżynierię elektryczną zapytał: To pewnie wiesz jakie są standardowe grubości przewodów elektrycznych? Zdumiałem się – a cóż mnie może obchodzić grubość drucików? – 0.1mm, 0.5 mm. 1.0 mm… recytował stryj. Nabrałem poważnych wątpliwości czy rzeczywiście chcę zostać inżynierem elektrykiem. Czy chcę w ogóle zostać inżynierem. Swoją drogą nic innego nie przychodziło mi do głowy.

Jednym pozytywnym wyjątkiem był język polski. Do tego czasu nauka polskiego nie interesowała mnie. Po pierwsze koncentrowała się na literaturze, która niezbyt mnie interesowała. Głównie polscy klasycy a ja właśnie żyłem emocjami Jana Krzysztofa (Romain Rolland), pasjami Axela Munthe, frustracjami Martina Edena (Jack London), drukowanymi w Przekroju okrutnymi opowiadaniami Curzio Malaparte czy przewrotnymi humoreskami Roalda Dahla. Po drugie nie widziałem sensu w rozpisywaniu się na temat spraw oczywistych. W wypracowaniach i pracach domowych krótko i zwięźle relacjonowałem fakty i kończyłem sakramentanym zdaniem – książka była bardzo pożyteczna i bardzo mi się podobała.
Tadeuszowi zawdzięczam odkrycie, że język polski jest chyba jedyną dziedziną, w której mogę samodzielnie tworzyć. Nasza nauczycielka – pani Felisowa – bardzo lubiła kwieciste zwroty typu: Mickiewicz zbudował sobie swoją twórczością trwały pomnik wdzięczności w sercach rodaków. Tadeusz po lekcjach brał mnie na bok i próbował graficznie zilustrować to wyrażenie. Obaj pękaliśmy ze śmiechu a mnie otworzyły się jakieś klapki w mózgu. Przecież utwór literacki i jego tło historyczne i kulturowe to setki drobnych szczegółów, które mogę swobodnie wybrać i uporządkować w dowolną mozaikę. I na koniec ubarwić wyjątkowo kwiecistą frazą, której nawet Tadek nie potrafi narysować.
Pisanie zaczęło sprawiać mi dużą przyjemność. Wyrobiłem sobie zdolność budowania struktury wypracowania opartej na klasycznych formułach oraz zdecydowanego określania jego rozmiarów. Wkrótce wypracowałem swoiste standardy: praca domowa – 5 stron, godzinne wypracowanie w klasie – 7 stron. Nie musiałem liczyć stron czy zdań, treść układała się automatycznie w ustalone ramy. Od tego czasu regularnie otrzymywałem z polskiego solidną czwórkę. 

Literatura… pisałem już o swoim pozornym zainteresowaniem jazzem. Podobnie było z literaturą. Nagle na półkach pojawiły się niedostępne do tego czasu kryminały i książki pisarzy amerykańskich. Czytałem i powtarzałem wyczytane w Przekroju opinie, ale w rzeczywistości żadna powieść kryminalna czy księga grozy nie dorównywała według mnie utworom A.E. Poe, Hemingway znacznie ustępował Jackowi Londonowi, Faulknera nie rozumiałem a Steinbeck, poza Ulicą Nadbrzeżną, wywoływał wzruszenie ramion. Chyba wtedy złapałem nawyk wielokrotnego wracania do książek już przeczytanych.

Dziecięce zabawy po szkole na podwórku czy w ogrodzie zastąpił bridż. Tadeusz mieszkał najbliżej szkoły, jego mama wracała z pracy dopiero po czwartej mieliśmy więc conajmniej dwie godziny czasu. Trójka graczy była stała: Tadeusz, Andrzej O. czyli Ostaś i ja. Czwartym najczęściej był Adam K. czasami Staszek Ś. Zdarzało się, że graliśmy 5 dni w tygodniu. Nasi rodzice akceptowali naszą grę w bridża choć nie zdawali sobie sprawy z jej częstotliwości. Od czasu do czasu organizowali nam w niedziele bridżowe kolacje.
Któregoś dnia dołączył do nas kolega mieszkający na tej samej ulicy co Tadeusz. Po jednym robrze stwierdził, że bridż to nudna gra i zaproponował, że nauczy nas grać w pokera. Zasady były śmiesznie proste. Równie śmiesznie szybko wygrał nasze drobne oszczędności. Pozostaliśmy wierni bridżowi.

Pewnym urozmaiceniem nauki w ostatniej, XI, klasie były dwie wycieczki szkolne. Pierwsza na Jasną Górę…

Jasna Góra

Strona religijna tej wycieczki była dla mnie dość obojętna natomiast przeżyciem było odwiedzenie miejsc znanych mi z Potopu.
Druga wycieczka – do Warszawy. To z niej pochodzi zdjęcie w nagłówku blogu. Tadeusz wspominał w komentarzach o wizycie w operze, wtedy była to sala Roma na ulicy Nowowiejskiej, i obejrzeniu Cyrulika Sewilskiego. Dla mnie było to również bardzo istotne przeżycie. Wspominałem, że o ile fragmenty opery Carmen przyciągnęły mnie do muzyki o tyle wysłuchanie tej opery w całości okazało się fizycznie niemożliwe, zasnąłem. Podobnie było z innymi operami nadawanymi w radio. Cyrulik Sewilski to była pierwsza opera, w której muzyka, treść i akcja były w zupełnej zgodzie. Po wielu latach okazało się, że był jedyną taką operą.

Niewątpliwie istotnym czynnikiem moich rozterek i frustracji były dziewczęta a raczej ich brak. Tadeusz bardzo ciekawie opisał swoją edukację sentymentalną – KLIK. Jaka szkoda, że mi wtedy tego wszystkiego nie powiedział. W szkole średniej widziałem, że Tadeusz spędza wiele czasu w towarzystwie dziewcząt. Dla mnie było wciąż niejasne co chłopiec może mieć wspólnego z dziewczyną. Jeszcze w Domu Malskiej, w okresie szkoły podstawowej,  na naszym podwórku spotykałem dwie młodsze ode mnie dziewczynki. Nie zauważałem ich gdyż nie interesowały się konstrukcją pistoletów, łuków, struganiem łódek z kory, strzelaniem z klucza. Pierwszy raz zwróciłem na nie uwagę gdy chciałem zrekonstruować scenę egzekucji Milady z Trzech Muszkieterów. Niestety moja wybranka nie czytała tej książki. Wprawdzie poddała się ochoczo egzekucji, ale nie dostarczyło mi to żadnej satysfakcji. Poczułem się jak najemny kat a nie jak mściwy Atos. Natomiast w domu miałem przykład Matki-Polki – wdowa wychowująca samotnie syna dla… No właśnie – dla kogo?

Kobiety… Matka, przez swoje poświęcenie dla mnie, dawała mi jak najgorszy przykład, ale nie widziałem praktycznego sposobu jak to zmienić. Pani Gajl była całkiem inna. Była kobieca. Zwracała uwagę na wygląd, w jej zachowaniu było trochę kokieterii, nawet w stosunku do własnego syna. Tego mi mocno brakowało.
Kobiety wydawały mi się istotami skazanymi na cierpienie i poświęcenia. Liczne przykłady w rodzinie Matki potwierdzały tę wizję. To było rażąco niesprawiedliwe.
Pozytywnym przykładem była rodzina mojego Ojca. Generacje ludzi dobrze wykształconych, cenionych fachowców, którzy znajdowali uznanie niezależnie od systemów politycznych. Harmonijnie żyjące rodziny, które znajdowały czas na interesujące życie towarzyskie i dyskusje o kulturze.
Konkluzja – pójdę śladami mojego Dziadka, jego braci i synów. Ożenię się z kimś, kto będzie dobrą żoną i matką. Naszą misją będzie zachowanie rodzinnej i narodowej tradycji i przekazanie jej kolejnym pokoleniom. Komuna według oceny mojej Matki potrwa jeszcze 300 lat. Przetrwamy, damy radę.
To był świetny plan, ale co robić teraz?
W żadnej z dziedzin, która mnie interesowała lub była moim obowiązkiem – narty, pływanie, bridż, szkoła – nie było dziewcząt. Jeszcze w szkole podstawowej obserwowałem technikę Tadeusza. Upatrywał sobie ofiarę, na przykład podczas mszy, i natarczywie jej się przyglądał z przylepionym do twarzy zachęcającym uśmiechem – muszę stwierdzić, że zawsze bardzo dobrze wybierał. Pierwsze reagowały koleżanki – śmiały się, pokazywały sobie Tadeusza palcami, starały się zwrócić na niego uwagę jego wybranki. Ja już w tym momencie spaliłbym się ze wstydu zaś Tadeusz trwał a w jego uśmiechu dostrzegałem lekki odcień satysfakcji. Oczywiście wybranka już od dawna widziała te zabiegi, starała się na wszelki sposób to ukryć, ale zdradzał ją rumieniec na twarzy.
To wszystko nie miało dla mnie sensu – chłopak musi zrobić z siebie durnia, ale co otrzymuje w zamian? Kontakt osobisty, tak, ale co wtedy robić, o czym rozmawiać?
Jedyne znane mi istoty płci żeńskiej, poza Matką, z którymi można było rozmawiac o ciekawych sprawach to były trzy córki stryja Ziemowita. Najbliższa była mi środkowa, Anna, jeździła na nartach, wspinała się w Tatrach, doskonale znała wszelkie nowiny wydawnicze i potrafiła tak ciekawie mówić o jazzie, że próbowałem go na nowo polubić. Ale ona były już po studiach. Wniosek – dziewczyny robią się ciekawe dopiero na studiach. A może potrzebna jest do tego atmosfera dużego miasta?
Nawet ten konstruktywny wniosek opierał się na wątłych podstawach. Moją uwagę przyciągnęła dziewczyna z koedukacyjnej szkoły. Ona nie czekała na zaczepki chłopców, sama ich zaczepiała. Czy zauważyłeś moją nową bluzkę? – pytała. Była zawsze otoczona gronem chłopców, którzy nawzajem licytowali się w ich zdaniem dowcipnych odpowiedziach. To była sieć ochronna, otoczenie kolegów dawało pewien relaks, pozwalało na zmiany tematu bez obawy, że zapadnie kłopotliwe milczenie. Ona nie wyróżniała nikogo, nikt nie widział jej nigdy na randce z chłopakiem. A więc jednak z większością dziewczyn nie mam nic wspólnego. To potwierdzało słuszność idei, że jedyną ścieżką jest małżeństwo. Wtedy obowiązki domowe, rodzinne i rodzicielskie doskonale wypełnią czas.

Tadeusz wspomniał o erotyce i groźbie potępienia. To wydawało sie nieunikniowe – potępienie. Jeśli Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo to na pewno wykluczył z tego erotykę i płodzenie potomstwa. Wszak sam nie spłodził swojego Syna lecz uciekł się do jakichś niejasnych sztuczek. Również nie trudził się jego wychowaniem, scedował to na poczciwego rzemieślnika. Dużo bliźsi byli mi bogowie greccy, ale wiedziałem, że to twory ludzkiej fantazji. Bóg judajski był jedynym prawdziwym Bogiem a jedyną szansą na zbawienie było Jego miłosierdzie.

Zdawałem sobie sprawę, że zbliżająca się matura i, zaraz po niej, egzamin na studia całkowicie zmienią styl mojego życia. Czekałem jednak na to dość obojętnie. Nie widziałem żadnej autentycznie atrakcyjnej dla mnie opcji, nie obawiałem się również że moje życie mogłoby się wyraźnie pogorszyć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s