Ameliówka cz 1

Słowik, Radostowa,
Święty Krzyż, Chełmowa,
Hej witajcie!

Lech  Lech

Skończyła się V klasa a ja nie miałem gdzie pojechać na wakacje. Matka była zdesperowana.
W końcu dowiedziała się od kogoś, że kilku moich kolegów szkolnych przebywa wraz z rodzicami na letnisku Emaliówka gdzieś za Masłowem.

W najbliższą niedzielę ruszyliśmy na poszukiwania. Nieprzyjemna podróż autobusem a na przystanku końcowym mylące informacje co do dalszego kierunku. Szliśmy chyba kilka godzin na piechotę niosąc sporo bagaży –  wyposażenie dla mnie gdyby udało się załatwić tam pobyt.

W końcu dotarliśmy na miejsce. Byli tam dwaj koledzy z mojej klasy – Janusz Wilman i Andrzej Ostaszewski – Ostaś. Ucieszyli się na mój widok.
– Cześć Miluch. Chcesz iść z nami na ryby? 
Niczego bardziej nie chciałem. Janusz i Andrzej wzięli sprzęt i popędziliśmy, najpierw przez sad owocowy i pole, a potem stromo, przez las, do rzeki – Lubrzanki.
Andrzej fachowo nadział robaka na haczyk, udzielił mi krótkich wskazówek i po raz pierwszy w życiu zarzuciłem wedkę. Już po chwili spławik zaczął drgać, koledzy nawoływali do cierpliwości, wreszcie spławik poszedł szybko pod wodę, zaciąłem wędką, poczułem spory i poruszający się opór. Powoli wyciągałem – JEST! To ‚jest’ powinienem był napisać małymi literami bo to była bardzo mała rybka, może 7-centymetrowy kiełb. Byłem trochę rozczarowany bo sądząc po stawianym oporze spodziewałem się czegoś dużo większego, ale emocje były jednak niezapomniane. To był cały mój połów w tym dniu. Koledzy złapali kilka kiełbi, wszystkie zabiliśmy, przewiesiliśmy przez skrzela na gałęzi i zanieśliśmy do domu.

Na miejscu dowiedziałem się, że Matka załatwiła mi pobyt u państwa, którzy zarządzali Ameliówką bo tak brzmiała poprawna nazwa letniska. Matka szybko opuściła mnie żeby zdążyć na ostatni autobus do Kielc, obiecała przyjechać w sobotę i przywieźć mi resztę potrzebnych rzeczy.

Moi opiekunowie to było małżeństwo w średnim wieku. Mieli dwóch synów bliźniaków, nieco ode mnie starszych. Dzieliłem z nimi sypialnię.
Mieszkaliśmy w głównym budynku osady, moi gospodarze zajmowali tylko część skrzydła – wchodziliśmy po tych schodkach po lewej. Reszta to były pokoje właścicieli i kilka pokoi dla gości.

Ameliowka - dom gospodarzy

To i poniższe zdjęcie skopiowałem z artykułu o Ameliówce zamieszczonym na stronie Gazeta.pl – KLIK. Artykuł z 2014 roku, zachęcam do przeczytania. Wzruszył mnie, ale i zasmucił. Przecież to jest zupełna ruina, a w tle osoba, którą spotkałem w Ameliówce, ale o tym następnym razem.

Była właśnie pełnia sezonu czereśniowego i mogłem korzystać do woli z owocach w sporym sadzie. Był jednak problem. Bliźniacy wdrapali się za mną na drzewo i wyjaśnili mi zasady gry:
– Milewski, ty możesz jeść ile chcesz, ale nie wolno ci tu zapraszać kolegów ani z nikim się dzielić.
Czereśnie nabrały lekkiego smaku owocu zakazanego. Oj jak trudno posiadać coś w nadmiarze.
Moi koledzy mieszkali z matkami w osobnym budynku, nieco wyżej.

Ameliówka - dom dla gości

W tym samym budynku mieszkało jeszcze dwóch chłopców – Piwowarzy – to przezwisko odnosiło się do zawodu ich ojca. Starszy Piwowar, mocno otyły, był już w szkole średniej, młodszy – w naszym wieku. Prócz tego było tam jeszcze kilka rodzin, ale nie potrafię ich teraz zidentyfikować. W każdym razie gdy organizowano ognisko to przychodziło na nie wiele dzieci.
Trzeci budynek osady to duża jadalnia i kuchnia. Nieco dalej, na uboczu, była stodoła i niewielki pawilon z kilkoma pokojami, ale był nieużywany i mocno zaniedbany.
Poniżej centralnego budynku było boisko do siatkówki.

W domu moich opiekunów zjawiałem się tylko na posiłki i na nocleg. Resztę czasu spędzałem z kolegami. Praktycznie całymi dniami byliśmy pozostawieni samym sobie. Nie pamiętam żeby dorośli organizował nam jakieś zajęcia czy wtrącali się w to co robimy.
A roboty była cała masa. Robienie łuków, strzał, indiańskich ozdób, gra w podchody, zbieranie orzechów laskowych. Oczywiście częste wyprawy na ryby i kąpiel w Lubrzance.
To była bardzo płytka rzeka, ale w tym miescu znajdował się młyn a przy nim tama, która gromadziła sporo niezbyt czystej wody. Tutaj szlifowałem swoje, nabyte rok wcześniej, umiejętności pływackie. 

W sobotę po południu zjawiali się ojcowie dzieci. Bardzo sympatyczne wrażenie zrobił na mnie ojciec Ostasia, pan Ostaszewski. Szczupły, małomówny, dowcipny. Przede wszystkim jednak autentycznie interesował się naszymi zajęciami, słuchał naszych opowieści i potrafił dać wiele cennych rad, szczególnie w w dziedzinie wędkowania.
Weekendowi goście grali w siatkówkę i w bridża. Przynajmniej dwa razy tego lata zorganizowali ognisko. Pieśni harcerskie i obozowe, pieczenie ziemniaków w popiele, iskry lecące gdzieś w ciemną noc. Grubszy Piwowar intonował harcerską piosekę, której słowa umieściłem w nagłówku. Nareszcie poczułem atmosferę przedwojennego harcerstwa znanego mi dotąd tylko z opowieści i artykułów w przedwojennych pismach dla młodzieży.
To było to co Matka opowiadała o przedwojennych letniskach pod Warszawą. Kielce okazały się być nie bardzo podłym miastem.

Ze spotkań z dorosłymi zapamiętałem jeden drobiazg – złoty medal Z. Chychły w boksie na olimpiadzie w Helsinkach (1952). Sportem zupełnie się nie interesowałem jednak zaciekawił mnie jeden fakt. Dorośli cieszyli się ze złotego medalu Chychły i jednocześnie psioczyli na sędziów, że byli stronniczy i nie przyznali złotego medalu Antkiewiczowi. To było bez sensu, no bo gdyby Antkiewicz zdobył złoty medal, to nie mógłby go zdobyć Chychła.
Zagadkę wyjaśnił mi dopiero nasz klasowy prymus – Rysiek Ćwiąkała, ktory okazał się być encyklopedią sportu – w boksie jest wiele kategorii wagowych.

Z naszych zabaw pamietam jeszcze dwie. Grę w serso i w karty.
Czy ktoś wie co to jest serso? W google i wikipedii znalazłem wielkie materii pomieszanie. Polska wiki podaje nawet właściwy opis gry, ale inne wersje językowe piszą wyłącznie o gonieniu kółka i poganianiu go patykiem.
U nas wyglądało to tak. Potrzebny był mocny i sprężysty kijek z leszczyny długości około 70 cm i uplecione z gałązki wierzbowej kółko średnicy około 30 cm. Graliśmy na boisku do siatkówki. Jeden zawodnik zakładał kółko na koniec kijka i wolną ręką ciągnął je w swoją stronę. Puszczał i kółko leciało nad siatką na drugą stronę boiska. Zadaniem drugiego zawodnika było złapać kółko na kijek. Jeśli się udało wtedy on serwował.
Karty. Bridż byl dla nas zbyt skomplikowany, świnia i cygan zbyt dziecinne. Graliśmy więc w dwie odmiany durnia – piątkowego i podrzucanego. Zasad gry już zapomniałem, ale pamiętam wezwanie do gry starszego Piwowara – chłopaki gramy w picki-dnoj!
Zaintrygowało mnie to picki-dnoj. Kliknąłem w google, dostałem: „Deviant Art by dnoj. Pick your champion”. Zboczona sztuka? W podrzucanyn durniu? Za naszych czasów takich rzeczy nie podrzucali.

Odbyliśmy oczywiście kilka wycieczek w okolice. Radostowa – góra na przeciwko Ameliówki – 450m npm. Zapamiętałem tę wysokość, to był najwyższy szczyt zdobyty w moim dotychczasowym życiu.
Diabelski Kamień – on znajdował się w tym samym masywie górskim co Ameliówka…

Diabelski Kamień

Link ze strony mapa.maslow.wp

Nasłuchaliśmy się też legend o pochodzeniu tego kamienia, diable Borucie i czarownicach.

Najbliższym sąsiadem Ameliówki był pan Kosiński, właściciel sporego na owe czasy majątku. Odwiedzaliśmy tam jego syna, Maćka. Zobaczyłem tam na własne oczy dojenie krów i ubijanie masła. Sam też próbowałem ubijać.
Poznałem również inna stronę natury – spółkowanie psów. To był przełom w dziedzinie mojego uświadomienia. Bardzo niemiły. Więc ludzie muszą robić coś podobnego żeby mieć dzieci. Więc moja Matka musiała się tak poświęcać. Wstydziłem się spojrzeć jej w oczy. Wstyd mi było, że moje przyjście na świat wymagało takich poświęceń.

Pod koniec wakacji przyjechał z Wrocławia Leszek Kofroń, syn właścicieli Ameliówki. To już był całkiem dorosły chłopak. Chętnie włączył się do naszych zabaw, ale traktował nas nieco z góry. Szkoda, że nie przyjechała moja siotra Ewa – mówił – ona lubiłaby takie zabawy. 

Koniec wakacji. Opuszczałem Ameliówkę z żalem. Muszę jeszcze tu wrócić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s