Parowóz dziejów – cz 3 – na prostej

Rozwijajcie się w marszu!
Nadmiarowi słów zróbmy pauzę.
Uciszcie się wieczne gaduły!
Bo słowo ostatnie,
ma dzisiaj
towarzysz Mauzer.
Dość mamy prawa starego,
Przez Adama danego i Ewę.
Pogonimy kobyłę historii,
Lewa!
Lewa!
Z lewej!
W. Majakowski – Lewą Marsz!

Lech  Lech

We wczesnych latach cała moja wiedza o zmianach ustrojowych docierała do mnie wieczorem, wąską szparą pod drzwiami, za którymi Matka prowadziła rozmowy z sąsiadkami.

Realne działanie nowego ładu zauważyłem pierwszy raz podczas wymiany pieniędzy w 1950 roku – patrz poprzedni odcinek Parowozu.
Nie, pierwsze wydarzenie polityczne jakie zauważyłem osobiście to był Zjazd Zjednoczeniowy partii. Zauważyłem bo był anonsowany na znaczkach pocztowych a tymi się interesowałem.

Nie rozumiałem o co chodzi. Wyjaśniam –  legalnie działały wtedy dwie partie lewicowe – Polska Partia Robotnicza (PPR) założona w 1942 z inicjatywy Związku Radzieckiego, i lewicowy odłam Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS-Lewica). Oryginalna PPS została założona w 1892 roku. Jej bardzo aktywnym członkiem był Józef Piłsudski. Partia ta zdobyła większość mandatów poselskich w pierwszym polskim parlamencie w 1918 roku.
Po wybuchu II Wojny PPS podzieliła się, powstała PPS-Lewica, która akceptowała sojusz ze Związkiem Radzieckim i była legalna. Jednak to nie wystarczyło, w 1948 roku PPR i PPS-Lewica połączyły się tworząc PZPR – Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą, która przewodziła krajowi do 1989 roku. 
Rozpisałem się o tym tak szeroko ze względu na jedną osobę. Jan Karski – legendarny kurier z Warszawy – w książce Tajne państwo wspomina, że polski rząd na obczyźnie, wtedy rezydujący jeszcze we Francji, był bardzo krytyczny wobec Sanacji i uważał, że PPS powinna być mocno reprezentowana w przyszłym rządzie a wybijającym się działaczem PPS był Józef Cyrankiewicz. Karski miał wobec Cyrankiewicza osobisty dług wdzięczności, to on zorganizował odbicie Karskiego z rąk Gestapo.
Przewidywania w jakiś sposób sprawdziły się. Wprawdzie w 1949 roku PPS została zmuszona do połączenia się z PPR, ale Józef Cyrankiewicz został premierem i to premierem sprawującym swój urząd najdłużej w historii Polski.

Cyrankiewicz i Stalin

Józef Cyrankiewicz podaje ogień Maszyniście.

Inne istotne wydarzenie to zorganizowany w 1948 roku we Wrocławiu Światowy Kongres Pokoju – KLIK. Kogóż tam nie było – Picasso, Leger, Eluard, J. Huxley. Depesze przysłał Albert Einstein. Impreza była bardzo mocno reklamowana – powrót Polski na Ziemie Zachodnie, Pokój, intelektualiści i artyści. To robiło na mnie wrażenie.
Kilka miesięcy temu nasza dawna szkolna koleżanka powiadomiła mnie, że ona była na tym kongresie! Była bardzo drobna więc zabrali ją na Kongres w ramach reprezentacji dzieci Warszawy zabiedzonych podczas okupacji.  Nieważne, że w Warszawie mieszkała dopiero od kilku tygodni

Pokój i Ziemie Odzyskane – te hasła przemawiały mi do przekonania. Natomiast zamęt wrowadzała działalność Kościoła. Episkopat zwlekał z mianowaniem polskich biskupów na Ziemiach Odzyskanych i długo wahał się w sprawie podpisania Apelu Sztokholmskiego – KLIK. Był to apel w sprawie zakazu stosowania broni jądrowej. W 1950 roku Związek Radziecki miał już za sobą pierwsze próby bomby atomowej, ale jednak USA miały wyraźną przewagę w tej dziedzinie.
Ostatecznie biskupi podpisali Apel i polecili wiernym zrobić to samo, ale ja pamiętam jak ksiądz na kazaniu zaklinał ludzi  żeby nie podpisywali.
Zdezorientowany pytałem Matki o co chodzi – przecież cudem przeżylismy wojnę?
– Lepiej umrzeć niż żyć w takiej niewoli – odpowiadała. 
Nie rozumiałem, ale w końcu i tak podpisaliśmy oboje.

Odwrotny skutek przyniósł proces kieleckiego biskupa Kaczmarka. W prasie i kronice filmowej podawano nie raz informacje o amerykańskich szpiegach i dywersantach. Dla mnie było to dość straszne, ale jednak abstrakcyjne. Proces kieleckiego biskupa uświadomił mi, że nikt nie jest bezpieczny. Mimo to jednak w szkole bardzo często opowiadaliśmy sobie przynoszone z domu antyradzieckie dowcipy.
Zacytuje dwa. Wprawdzie jestem przeciwnikiem opowiadania dowcipów na internecie, ale tu zrobię wyjątek. Proszę się nie śmiać – to jest historia.
1. Na konferencji spotkało się trzech ginekologów – Anglik, Amerykanin i Rosjanin. Wymieniają sie doświadczeniami zawodowymi. Zdarzyło mi się kiedyś, mówi Anglik, że poród trwał ponad tydzień. A ja odbierałem poród, który trwał 10 dni – mówi Amerykanin. A ja jestem regularnie wzywany do porodu, który trwa już 30 lat – mówi Rosjanin. Jak to 30 lat?? A tak, dziecko wychyla głowę i pyta: czy batiuszka Stalin żyje? Na odpowiedź twierdzącą chowa się.
2. Pewien ksiądz miał papugę, która psioczyła na komunistów. Doniesiono o tym na UB. Na szczęście ktoś uprzedził księdza więc szybko wymienił papugę na inną, która potrafiła śpiewać pieśni religijne. Przychodzi inspekcja, proszą księdza o pokazanie papugi. A ta śpiewa – Kiedy ranne wstają zorze… Trzeba ją sprowokować radzi któryś z UB-owców. Więc mówia chórem: żeby Stalin zdechł, żeby Stalin zdechł… A papuga na to: Słuchaj Jezu jak Cię błaga lud…
Sądzę, że każdy z tych dowcipów był wart kilka lat więzienia, ale jakoś tego nie kojarzyliśmy. 

W tym okresie wpadła mi w ręce znajdująca się w domu książka Eugeniusza Małaczewskiego – Koń na wzgórzu. Niektóre opowiadania były dla mnie tak drastyczne, że nawet kolegom o tej książce nie opowiedziałem.
Ogromnie zaskoczyło mnie gdy wiele lat później oglądając w teatrze sztukę A. Makarenki – Poemat pedagogiczny – napotkałem w niej makabryczny fragment z zawartego w Koniu na wzgórzu opowiadania – Państwo ponurej anegdoty.

Nawet na naszym szkolnym gruncie mieliśmy drobne wydarzenie o podłożu politycznym. Któregoś dnia pojawił się w klasie „nowy”. Był to drobny chłopiec – Jurek M. Minęło sporo czasu zanim dowiedzieliśmy się, ze zostal usunięty ze szkoły państwowej bo zagrał na pianinie melodię piosenki Czerwone maki na Monte Cassino.
Oczywiście prosiliśmy go żeby i nam zagrał, cokolwiek zagrał, ale Jurek nie dotknął w naszej szkole klawiszy fortepianu. Zresztą po niecałych dwóch latach zniknął równie niespodziewanie jak się pojawił.
Kilkanaście lat później, gdy byłem już na studiach, podczas pobytu w Kielcach zauważyłem w lokalnej gazecie, że Jurek gra w zespole jazzowym.

W domu słyszałem oczywiście o Monte Cassino, o Katyniu, o tym jsk ZSRR wbił Polsce nóż w plecy we wrześniu 1939 i jak czekał aż Warszawa wykrwawi się podczas Powstania Warszawskiego. Matka przekazywała mi jednak te informacje dość oszczędnie. Natomiast dołożyła starań żebym się uczył „prawdziwej historii”. Poprosiła brata mojego Ojca, stryja Stanisława, żeby znalazł dla mnie wydaną przed wojną historię Polski. Dostałem ją na gwiazdkę 1951 roku – Dzieje Narodu Polskiego Władysława Smoleńskiego – wydane w 1921 roku. Jednak książka mnie rozczarowała. Obejmowała historię Polski do Powstania Styczniowego i praktycznie nie znalazłem tam niczego sprzecznego z tym czego uczono nas w szkole.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s