Kielce i okolice

Lech  Lech

Matka nie lubila Kielc, może uważała je za swoisty rodzaj zsylki. Wojna zmusiła ją do przeniesienia się tutaj, tutaj straciła męża. Musi tu przetrwać, ale przecież kiedyś to się skończy i wrócimy do Warszawy.

Pokreślała więc często, że oboje pochodzimy z Warszawy. Oczywiście przejąłem to po Niej.

Może dlatego Matka nie ruszała się daleko od domu – praca, zakupy, kościół, cmentarz, park. Inna rzecz, że zarówno cmentarz jak i wspomniany w Dziejach grzechu Żeromskiego park (poniżej)  były i nadal są piękne…

Park

Piękne są również okolice Kielc. Z wychodzących na północ okien korytarza naszego domu widać było masyw Wiśniówki, można było chyba nawet rozpoznać wyszczerbiony zarys Diabelskiego Kamienia. O Diabelskim Kamieniu jeszcze będzie, teraz wspomnę o leżącej u stóp Wiśniówki miejscowości Masłów.

O Masłowie każdy kielczanin słyszał gdyż było tam lotnisko i raz do roku odbywały się pokazy lotnicze.

Masłów

Zdjęcie ze strony  http://www.wici.info/

Wybraliśmy się kiedyś na te pokazy. Niestety nic z tego nie pamiętam oprócz tłoku i trudności z dojazdem. Po tym doświadczeniu Matka miała proste wytłumaczenie swojej niechęci do wyjazdów poza miasto.

Udało mi się raz uprosić Matkę o wycieczkę na Słowik – miejscowość letniskową w pobliżu Kielc. 

Słowik

Karta pocztowa z 1902 roku.

Głównym argumentem była rzeczka – Bobrza. Przecież ja do tego czasu tylko dwa razy w życiu kąpałem się w rzece – w małej rzece koło Mierzęcina i w Bugu podczas wakacji w Samarii.
Znowu niepowodzenie. Trudności z dojazdem a na miejscu woda w rzece okazała się być zbyt zimna.

Odtąd ograniczaliśmy się do spacerów po mieście.

Poniżej kopia pocztówki z 1902 roku – widok na ulicę Długą od strony Rogatki Krakowskiej… 

Rogatka krakowska

Tę kartę znalazłem wśród pamiątek po Ojcu. Została wysłana z Kielc do rodziców Ojca w Rembówku. W karcie nie ma żadnych imion ani nazwisk, tylko inicjały, ale jednak nasza rodzina miała jakieś powiązania z tym miastem. Szkoda, że Matka o nich nie wiedziała, może zmniejszyłoby to Jej niechęć do Kielc.

Za drzewami po lewej stronie było wejście do parku. Za drzewami po prawej – Seminarium Duchowne. Wieża kościelna to kościół św Trójcy. Tuż za nim znajdowało się Liceum im. Stefana Żeromskiego, do którego uczęszczałem.  Na przeciwko budynku na szczycie znajduje się kielecka katedra. 

Odbyliśmy też wycieczkę na wspomnianą już przez Tadka Karczówkę. Matka cały czas denerwowała się czy ten spacer mnie zbytnio nie męczy. W rezultacie męczył.

Matka wspominała czasami miejsca letniskowe w okolicach Warszawy – Miłosna, Radość, Otwock, okolice rzeki Liwiec. Tam przed wojną ludzie wysyłali rodziny na wakacje. To była chyba jedyna rzecz, której im zazdrościłem.

Zazdrościłem też Tadkowi, którego Mama opowiadała o częstych wycieczkach w różne urocze miejsca. Raz udało się jej przekonać moją Matkę. Pojechaliśmy do Sukowa. Tam była niewielka rzeczka. Brodziliśmy z Tadkiem w płytkiej wodzie. W którymś momencie trafiłem na jakiś dół, niespodziewanie zanurzyłem się aż po szyję. Nie umiałem wtedy jeszcze pływać. Krzyknąłem ze strachu i przestraszyłem się jeszcze bardziej. Nasłuchałem się opowiadań jak to topielcy wciągają pod wodę swoich ratowników.
Nie, tego nie chciałem Tadkowi zrobić. Na mój krzyk Tadek odwrócił się. W jego oczach zobaczyłem przestrach. Wyciągnął rękę w moim kierunku, ale nie zbliżył się. To było najlepsze co mógł zrobić. Wyciągnięta ręka była bodźcem do zrobienia kroku a tam było już płyciej. 

Letnisko nad wodą w okolicach Kielc – na to musiałem poczekać ponad rok.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s