Spacery niedzielne

Tadeusz  Tadeusz

Codzienność dziecięca przed rozpoczęciem czytania była monotonna – podwórko, rysowanie, klocki, kasztany, patyczki, druciki, miś…  Gdy przychodziła niedziela chodziłem na spacery z mamą. Najczęściej na Karczówkę, niecałe 3 km od domu. Najpierw przez park, piękną aleją z kasztanami. Mijaliśmy staw, a to zawsze ciekawe miejsce. Za parkiem kościół garnizonowy – dawna cerkiew. Przed kościołem po obu stronach ul. Karczówkowskiej stały liczne szeregi żołnierzy. Wojsko przybywało na swą mszę. Potem przejście przez tory, piesi mieli ustawione krzyżaki z drewnianych belek, jak w obrotowych drzwiach. Za torami już tylko pola i widok na klasztor na wzgórzu wystający spomiędzy sosen . Zboża były wysokie, wyższe ode mnie. W tamtych czasach słoma była długa. W zbożu chabry i kąkole, czasami maczki. Miedze wąziutkie, z trawą sterczącą na boki, wystające z ziemi, pod miedzą mogły zmieścić się zajączki, kuropatwy, najczęściej żaby. Przy piaszczystej drodze bardzo zniszczone i nieliczne kapliczki stacji drogi krzyżowej, niekiedy ze zwiędłymi i suchymi kwiatami w puszkach lub słoikach stojacych we wnękach najczęściej pustych, bez figur . Od podnóża góry ziemia stawała się czerwona jak cegła, stało kilka chat, ogrody warzywne i ziemniaczane małe pólka. Samo strome zbocze było skaliste, dróżka wiła się w górę serpentynami. Klasztor z kościołem otoczony był lasem z rzadkich sosen i krzakami tarnin, które w maju biało kwitły i pachniały, jesienią miały cierpkie granatowe owoce. Tarniny rosną tylko na wapiennej glebie, na mojej obecnej Białostocczyźnie nie ma ich wcale. Stojąc już na szczycie, pod murem klasztoru, widok na Kielce był wspaniały, całe miasto było widoczne jak na wielkiej makiecie. Na horyzoncie z każdej strony był las. Pierwszy raz w życiu zauważyłem jak plama cienia od chmury przesuwa się po polu, mieście – zaskoczony byłem, że gdy ja mam cień to u kogoś innego może być słonecznie. Pierwsza lekcja relatywizmu. W Kielcach mówiło się, że jeżeli ciemna chmura idzie od Karczówki to burza. I słusznie – burze przeważnie idą od zachodu. Dziś Karczówka to tylko wyspa zieleni prawie w środku miasta. 

Moja mama miała wielka pasję – malowała i rysowała. Zachowało się kilkanaście jej obrazków. Dziś Karczówka. Do miasta na prawo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s