Czwarta – nic nie warta

Lech 1949 Lech

„Cóż to jest?
Żyd jaśnie panie. Lecz w literę go przerobię”.
— Aleksander Fredro – Zemsta.

Kontynuacja wczorajszego wpisu…

Absolutnie nie zgadzam się z szyderczym rymem w tytule. Klasa czwarta była pierwszą, która zakotwiczyła się w mojej świadomości.
Przedmiotem szkolnym, który szczególnie zapamiętałem była historia, zresztą może to było już w trzeciej klasie. Historia Polski będąca odwzorowaniem pocztu królów Polski. Daty, bitwy, koligacje – to jakoś łatwo układało się w głowie.
W poprzednim wpisie Tadek pisze o kilku tomach podręcznika do historii. Tu nasze wspomnienia się różnią, ale właśnie dlatego zaprosiłem Tadka do współpracy.

Chyba nie było podręcznika do historii Polski – to zrozumiałe – podręcznik historii kraju ojczystego zmienia się wraz ze zmianą sytuacji politycznej. Pamiętam więc jak Pani dyktowała (pewnie z przedwojennego podręcznika) całe strony zeszytu. Pamiętam zaś dlatego, że zapisywałem je długopisem.
Od klasy drugiej pisaliśmy piórami. Ze stalówką, maczanymi w kałamarzu.
To była nie lada sztuka.
Po pierwsze były różne rodzaje stalówek. Najpopularniejsza to chyba serek. Prócz niej pamiętam, że była rondówka i krzyżyk.
Po drugie stalówkę należało czyścić po pisaniu. Gdy się tego nie zrobiło stalówka czasem odmawiała posłuszeństwa a czasem robiła paskudne kleksy – patrz motto.

Po trzecie – atrament. Podejrzewaliśmy, że woźny uzupełniając atrament w kałamarzach dolewał do niego wody.
Osobna sprawa to psikusy kolegów. Niepisaną zasadą było, że uczeń, który pierwszy przyszedł rano do klasy najpierw wyszukiwał kałamarz z najlepszym atramentem i przenosił go na swoją ławkę. Następnie zaś psuł atrament w kałamarzach kolegów, z którymi mial na pieńku. Wrzucał tam zdechłe muchy czy pająki albo włosy.
Atrament wysychał nie tak szybki a zatem – po czwarte – konieczna była jeszcze bibuła.

Wiecznych piór nie wolno było używać w niższych klasach gdyż panowało przekonanie, że mogą one raz na zawsze popsuć uczniowi charakter (pisma).
Pewną konsternacje wzbudzały pióra ala-wieczne czyli mające obsadki w kształcie wiecznych piór.
W takim klimacie pojawił się mój długopis otrzymany od cioci Krysi.
Moim głównym argumentem było, że to jest produkt amerykański. I chyba to przeważyło na moją korzyść. Widocznie w tej szkole uważano, że amerykański produkt nie może popsuc charakteru. Niestety po kilku tygodniach w długopisie skończył się tusz a nie było wtedy można go doładować. Wróciłem do stalówki.

Ciocia Krysia przysłała nam nie tylko długopis. Kilka razy przysłała wieczne pióra. Marki Parker, ze złotą stalówką. Oczywiście Matka je sprzedawała i nie pozwoliła mi o nich nikomu mówić.

W czwartej klasie zacząłem czytać książki, które nadal pamiętam, które chętnie i teraz czytam. Choćby Szara Wilczyca Curwooda.
Curwood był ulubionym pisarzem wielu moich kolegów. Kolejne książki to: Bari syn Szarej Wilczycy, Łowcy wilków, Łowcy złota, Włóczęgi Północy.

Krążyły wśród nas pogłoski, że absolutnie najlepszą książką Curwooda są Łowcy przygód, ale nikt tej książki nie czytał ani nie widział.
Sprawdziłem w wikipedii. Na liście dzieł autora brak takiej książki natomiast dowiedziałem się, że w chwili śmierci – rok 1927 – J.O. Curwood był najwyżej płatnym od słowa autorem na świecie – KLIK.

Biblioteka szkolna była dość dobrze zaopatrzona. Idąc śladem Curwooda natrafiłem na inne książki o zimowych przygodach, przede wszystkim Jacka Londona – Biały kieł, Zew krwi. Jackowi Londonowi zostałem zresztą wierny przez długie lata i jeszcze do jego książek wrócę.
Inni ważni autorzy to Władysław Umiński – brak pokrewieństwa z rodziną mojej Matki i oczywiście J. Verne.
Natomiast przygody Robin Hooda poznałem z książek Tadeusza Kraszewskiego. Gdy kilka lat później trafiłem na tłumaczenie książki angielskiego autora wydało mi się to bardzo słabe. Robin Hood Kraszewskiego żył w słowiańskim borze i byl mi bliski.

Książki indiańskie. Pierwsza jaką przeczytałem to Kiddi, dziecię obozu – R.Leightona. Spodobała mi się ogromnie bardziej niż jakakolwiek inna książka o tej tematyce. Książki Karola Maya nie były wtedy dostępne. Oczywiście słyszałem zachwyty nad przygodami Winnetou. Gdy wreszcie ta książka trafiła w moje ręce po 1956 roku wydała mi się żałośnie sztuczna i nie mogłem jej czytać.

Tadek wspomniał książki Sienkiewicza. Na pewno Matka czytała mi W pustyni i w puszczy, potem przeczytałem tę książkę sam. Staś Tarkowski imponował mi pod każdym względem, właśnie taki chciałem być. Kolejną książką byli Krzyżacy, czytani chyba w tym roky gdy w programie szkolnym była historia Polski. Trylogia przyszła trochę później. Najpierw Potop. Wydaje mi się, że Ogniem i mieczem zostało wydane znacznie później, historia polskich kresów nie wpasowywała się w nowe sojusze.

W szkole podczas przerw bawiliśmy się w berka, przewracanki, graliśmy w hacele, moja Matka nazywała tę grę ciupy – KLIK. Tu link do pokazu gry – KLIK.
Zadziwił mnie ten film – gra w hacele przy stole? Nie, w hacele grało się tylko na podłodze, siedząc po turecku.
Pierwszy mój komplet haceli, a raczej ciup, to były niewielkie kamyki. To było dobre tylko na użytek domowy. Wkrótce uzbierałem z ulicznego bruku komplet prawdziwych haceli i mogłem je pokazać w szkole.

Tadek wspomniał o cymbergaju. Tak, to była ciekawa gra, ale wymagała stołu lub szkolnej ławki a my podczas przerwy musieliśmy wyjść z klasy.

Tu jeszcze jedna uwaga. W szkole trzeba było chodzić w kapciach, które przynosiliśmy w worku. Te worki były doskonałym narzędziem walki po wyjściu ze szkoły.
Moja Matka przykłada wielką wage do jakości obuwia. O butach zimowych pisałem przy okazji wymiany pieniędzy. W lecie podstawowym obuwiem były bardzo proste sandały, też robione na zamówienie. Prócz tego pewnie miałem jakieś półbuty, pewnie kupne.
Pamiętnym dla mnie wydarzeniem było pojawienie się w państwowym sklepie trampek. Po raz pierwszy zwróciłem uwagę na to jak ubierają się inni. Trampki to było TO! Matka uległa moim prośbom, ale pilnowała żebym nie nosił ich zbyt długo – guma, stopa nie oddycha.

Zakończenie czwartej klasy jutro,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s