Parowóz dziejów cz 2

Pędzi pociąg historii
błyska stulecie-semafor.
Rewolucji nie trzeba glorii.
nie trzeba szumnych metafor.
Potrzebny jest Maszynista,
towarzysz, wódz, komunista –
Stalin – słowo jak dzwon!

Władysław Broniewski – Słowo o Stalinie.

Kolejną poważną zmianą był wymiana pieniędzy. Wydarzyła się ona nieco później, w 1950 roku, ale tematycznie pasuje do tego wpisu.
W październiku Matka zamówiła dla mnie buty na zimę. Tak, buty zamawiało się wtedy u szewca a ubrania u krawca lub krawcowej. W Kielcach był sklep obuwniczy firmy Bata, ale Matka nie mogła znaleźć tam niczego odpowiedniego.
Zamówienie butów to była poważna sprawa. Szewc mierzył stopę, przynosił kawałek skóry, z której zrobi buty i zachwalał jej jakość, wyjaśniał jak była garbowana żeby nie przemakała. Po akceptacji następowała długa rozmowa na temat kształtu, wykończenia, rodzaju zelówek, itp. Wpłacało się zadatek i za kilka dni była przymiarka. Termin wykonania był w drugiej połowie października, żebym zdążył buty rozchodzić przed uroczystością Wszystkich Świętych.
Termin minął a butów nie ma.
Matka miała przygotowane pieniądze, zimowe buty to nie były żarty, około połowy miesięcznej pensji. Kilka razy odwiedziliśmy warsztat szewski i za kazdym razem szewc zbywał nas jakimiś wymówkami.
Wreszcie wybuchła bomba – wymiana. Następneg dnia popędzilismy do szewca -buty były gotowe, ale za nowe pieniądze.
Wyjaśnię, że wymiana była połączona denominacją. Stare 100 zl wymieniono na 3 nowe złote. Pensje i ceny przeliczono dość skrupulatnie, ale przy wymianie gotówki przelicznik był – jedna nowa złotówka za sto starych. Matka straciła 2/3 odłożonych na buty pieniędzy.
Matka zrobiła spora awanturę, ale szewc się nie przejmował.
– Pani wie ile ja straciłem. Wczoraj zaprosiłem uczniów, siedzieliśmy przy piecu i wrzucaliśmy tam te stare pieniądze.
To jeszcze badziej zdenerwowało Matkę.
– A to łobuz, od dawna miał te buty gotowe. Tak oszukać biedną wdowę z dzieckiem.
Media podawały triumfalne komunikaty jak to wymiana uderzyła wyzyskiwaczy i spekulantów. Pamiętając opowieść szewca o palonych w piecyku pieniądzach byłem skłonny przyznać im rację.
Informacja o wymianie pieniędzy jest tutaj – KLIK.

Nowe uderzyło boleśnie braci Ojca, moich stryjów. Stryj Stanisław stracił majątek w Rębówku, ale nie znam żadnych szczegółów tej sprawy. Przed wojną Stryj bardzo aktywnie działał w środowisku rolniczym i spółdzielczym więc bez trudu znalazł zatrudnienie w zarządzie spółdzielni chyba mleczarsko-jajczarskiej i to chyba na dość wysokim stanowisku. Jednak dość szybko zrezygnował z tej pracy czując, że to może się bardzo źle skończyć. Przestrogą mógł być los jego Brata, stryja Jerzego.
Stryj Jerzy był inżynierem elektrykiem. Studiował w Warszawie w szkole Wawelberga i Rotwanda – KLIK – a następnie na politechnice w Tuluzie.
Po kilku latach pracy zawodowej został współwłaścielem przedsiębiostwa instalacji elektrycznych i dość szybko stał się zamożnym człowiekiem. W starych papierach znalazłem kilka pocztówek z jego podróży – Jerozolima, Sztokholm.
Przed wybuchem wojny udało mu się wycofać z banku sporo oszczędności i wymienić je na złoto i dolary. Duża część tego przepadła podczas Powstania Warszawskiego. Stryjek został po Powstaniu wywieziony do obozu koncentracyjnego Dachau. Po wyzwoleniu obozu wrócił do kraju. Odszukał pozostałe kosztowności i otworzył firmę elektrotechniczną.
Wydaje mi się, że lata bezpośrednio po wojnie były okresem wyzwolenia dużej energii. Ludzie doceniali to, że przeżyli i chcieli dobrze wykorzystać każdy dzień życia.
Firma Stryja rozwijała się dobrze, za dobrze. Wkrótce obciążono go ogromnym domiarem podatkowym. Firma została zlikwidowana. Stryjek podjął prace na jakiejś państwowej posadzie. Z zarobków pozostawiano mu tylko niezbędne minimum, cała reszta była zabierana na spłatę domiaru. Proste wyliczenie wykazywało, że tak będzie do końca życia i jeszcze pozostanie dług. Stryj dostał ciężkiej depresji, wkrótce zrezygnował z pracy. Był cieniem człowieka.
Do jego mieszkania na ul Tamka 45a dokwaterowano kilka rodzin.
50 lat później… w Melbourne, przy okazji jakiegoś spotkania towarzyskiego, spotkałem panią, która po usłyszeniu mojego nazwiska spytała czy nie jestem przypadkiem krewnym pana Jerzego Milewskiego z ulicy Tamka.
Oczywiście, że byłem. A ona była właśnie członkiem jednej z tych dokwaterowanych rodzin.
– Wie pan, wśród nas krążyły opowieści o ukrytych bogactwach pana Jerzego. Gdy wychodził na dłużej z domu to nie raz zastanawialiśmy się gdzie też mógł je ukryć. Przewodził nam pan D. On obstawiał, że kosztowności są ukryte za dekoracyjnymi listwami na suficie, ale nie odważylismy się tam zaglądać.

Losy Wujka Ryśka ułożyły się również dramatycznie.
Fakt, że jego żona i dziecko przebywali w Anglii nie podobał się polskim władzom. Któregoś dnia przyjaciel Wujka poinformował go, że do biura wpłynął wniosek o przeniesienie go do żeglugi śródlądowej. Na szczęście wypuszczono go jeszcze na rejs do Anglii. Po przybiciu do portu w Southampton Wujek poprosił na statek polskiego konsula, zdał mu formalnie statek i pozostał w Anglii.Ten fakt – porzucenie statku – nie dawał mu spokoju do końca życia. Wiele razy wracał do lektury Lorda Jima doszukując się analogii.
Goryczy dopełnił fakt, że Anglicy nie uznali jego tytułu kapitańskiego. Nie pomogły argumenty, że dowodził statkami angielskiej floty podczas wojny. Musiał ukończyć kursy angielskiego prawa morskiego a następnie odsłużyć 7 lat jako oficer na angielskich statkach.

Radosną niespodzianką choć nie zwiazaną ze zmianami ustrojowymi było odnalezienie się najmłodszej siostry Matki, cioci Krysi.
Ciocia Krysia wkrótce po wybuchu wojny podążyła śladem swojego ukochanego na wschód i wszelki ślad po niej zaginął. Okazało się, że z Armią Andersa dotarla do Teheranu i tam poznala amerykańskiego żołnierza, pobrali się i obecnie mieszkali w Nowym Jorku. Ciocia znalazła nas za pośrednictwem Czerwonego Krzyża.

Interesująca może być informacja, że wysyłanie listów za granicę nie było takie proste. List trzeba było przynieść otwarty na pocztę, urzędniczka wyjmowala list i zaglądala do listu i koperty czy tam czegoś nie ma. Wkładała list do koperty – nie czytala go – i zaklejala kopertę.
Czego szukali w liście? Nie wiedzieliśmy, nielegalne materialy wędrowaly raczej w kierunku przeciwnym. Mam na myśli dolary.
Panowało przekonanie, że listy z zagranicy są kontrolowane, ale jednak dolary docierały. Istniała oczywiście obawa, że to może być prowokacja, że za kilka dni zapukają do drzwi „panowie smutni” albo, że kupiec okaże się być agentem UB.
Ciocia Krysia przysyłała czasem 5-dolarowy banknot, ale wolała przysłać paczkę. Uważała pewnie wysyłanie pieniędzy za nieeleganckie. Nie zdawała sobie sprawy, że Matka sprzedawała całą zawartość paczki poza czekoladą czy paczką słodkich biszkoptów.
Gdyby Krysia przysyłała mi 5 dolarów raz na kwartal to nie mielibyśmy problemow – wzdychala Matka – a tak, ona wydaje tyle pieniędzy a ja muszę się męczyć żeby sprzedać coś za marne grosze.
Co było w tych paczkach? Jedyne co pamiętam to fantazyjne krawaty i wieczne pióro ze złotą stalówką. Poza tym były tam na pewno nylonowe pończochy i jakieś damskie ubrania.
Kupcem większości towarów była pani K, jej mąż prowadził sklepik na rogu ulic Poniatowkiego, przepraszam Gwardii Ludowej, i Żeromskiego.

W takim klimacie (to był jednak raczej rok 1946) Matka otrzymała niezwykłą propozycję – Lucyna, uciekaj razem ze mną do Anglii.
Propozycję złożyła, mieszkająca wtedy w Kielcach, Zofia Mincer daleka kuzynka mojego Ojca.
Uciekać do Anglii. Przeprawa przez Odrę a potem przez Niemcy – sowiecką strefę okupacyjną. Z dzieckiem, zdana na łaskę przewodników spod ciemnej gwiazdy.
Czułem, że Matka biła się z myślami, ale przecież nie zdecydowała się. Kilka lat później dowiedzieliśmy się, że Zofii Mincer udało się i dotarła szczęśliwie do Londynu.

Na zakończenie nagroda za wytrwałość – kroniki filmowe z czasów PRL…

Zaczyna się od stonki ziemniaczanej, nie wspominałem o tym bo nie mieszkaliśmy nad morzem. Polecam odcinki o sztuce socrealistycznej 20min15sek i o relacjonowanej w tym wpisie wymianie pieniędzy 35min19sek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s