Szkoła – początki

We wrześniu 1947 roku poszedłem pierwszy raz do szkoły. Była to prywatna szkoła im. Królowej Jadwigi powadzona przez zakonnice, siostry Nazaretanki – KLIK.
A więc krąg zakonnic wokół mnie – Sercanki w domu, Nazaretanki w szkole i Samarytanki podczas wakacji.
Do szkoły szedłem mocno zdenerwowany. Pierwsze spotkanie z kolegami zwiększyło stan niepewności – wszyscy umieli coś tam napisać, niektórzy całe swoje imię i nazwisko. Ja nie znałem nawet liter.
Na szczęście okazało się, że naukę zaczynamy wszyscy od tego samego punktu, od początku. Pierwszych kilka dni mieliśmy zadawane do domu pisać ciągi jednakowych znaków. Cała strona połączonych ze sobą liter u, albo l, albo a. I tak dalej
Dopiero wtedy odkryliśmy, że byłem mańkutem, pisałem lewą ręką. Gdy odkryła to nauczycielka – pani Łucja Korycka – sytuacja stała się poważna.
Prywatna szkoła prowadzona przez zakonnice – w szkole starano się ściśle przestrzegać wszelkich przepisów w obawie, że drobny pretekst może wystarczyć do upaństwowienia szkoły.
Postawiono nam warunek albo opanuję do Świąt pisanie prawą ręką albo zostanę usunięty ze szkoły. Wszak zacząłem naukę o rok za wcześnie, to nie opóźni mojej edukacji.
To były ciężkie 3 miesiące. Jak wspominała moja Matka płakaliśmy oboje. Żeby wyćwiczyć prawą rękę odrabiałem zadane pisanie dwa razy.
Cel został osiągnięty, w grudniu pisałem swobodnie prawą ręką. Zdolność posługiwania się lewą ręką zatraciłem całkowicie.

Poszedłem do szkoły a zatem Matka mogła zacząć pracę. Znalazła ją bardzo blisko domu. W prywatnym tartaku na naszej ulicy, która po wojnie zmieniła nazwę na ulicę Księcia J. Poniatowskiego.
Lekcje klasy pierwszej zaczynały się w południe więc Matka załatwiła opiekunkę, której zadaiem było dopilnowanie żebym zjadł śniadanie i zaprowadzenie mnie do szkoły.
Moją opiekunka była mieszkająca w naszym domy pani Gawecka. Bardzo starannie ubrana starsza pani. Szczególnie imponowały mi jej zawsze idealnie wypastowane i wyszczotkowane czarne buty.
Poza tym jednak nie lubiłem jej. Denerwowało mnie już jej pierwsze pytanie:
– Czy piłeś już śniadanie?
Piłeś śniadanie! Byłem dla niej bardzo niemiły i chyba kilka razy chciała zrezygnować z opieki nade mną.

Pierwsze trzy lata nauki odbywały się w klasie koedukacyjnej, ale dziewczynki siedziały w osobnych ławkach.
Mnie los przydzielił jako ławkowego towarzysza Tadka Gajla. On był jednym z tych, którzy pierwszego dnia szkoły popisywali się umiejętnością pisania. Posiadał wiele innych umiejętności, którymi mi bardzo imponował.

Jedną z nich była umiejętność rysowania. W tym kierunku miał niezaprzeczalny talent.
Któregoś dnia mieliśmy za zadanie narysować na lekcji dom, w którym mieszkamy. To było łatwe zadanie, kształt Domu Malskiej pamiętałem bardzo dobrze. Było ono jednak bardzo żmudne. Dom był ceglany, nieotynkowany, i ja rysowałem te wszystkie cegły. Ufff.
Jakaż była moja zgroza gdy następnego dnia dostaliśmy za zadanie narysować miejsce pracy swojego ojca.
To nie był najlepszy pomysł gdyż wiele dzieci, włączając mnie i Tadka, było półsierotami, ale ja miałem dodatkowy kłopot. Mój ojciec był przecież inżynierem i prowadził budowy. Przed oczami stanęła mi perspektywa ponownego rysowania domu i wszystkich cegieł.
Nie, nigdy w  życiu. Zajrzałem do kajetu Tadka.
Tadek rysował wartownię, jego ojciec był kiedyś żołnierzem – oficerem, legionistą.
Olśnienie! Przecież mój ojciec też był kiedyś żołnierzem, mam jego zdjęcie w mundurze z 1920 roku.

Starannie skopiowałem wartownię narysowaną przez Tadka. Po lekcji nauczycielka wywiesiła na  ścianie najlepsze rysunki. Oczywiście była tam wartownia narysowana przez Tadka, nic dziwnego, jego rysunki były zawsze najlepsze. Ale tuż obok, co za radość, po raz pierwszy mój rysunek na wystawie. Taka sama, choć pewnie nie aż tak dobra, wartownia.
Po lekcjach doszło między nami do bitki. Biłem się chyba pierwszy raz w życiu. Byłem wyższy od Tadka, ale on przerastał mnie umiejętnościami. Miałem łzy w oczach i rozglądałem się desperacko dokoła żeby ktoś przerwał tę walkę. Nikogo nie było więc trwałem dalej. Walkę przerwało dopiero pojawienie się naszych Matek.
Pani Gajl zażartowała, że to pewnie znak, że zostaniemy dobrymi kolegami. Sprawdziło się, jesteśmy w bliskim kontakcie do dziś.

60 lat później… podczas zjazdu koleżeńskiego z okazji 50-lecia matury okazało się, że kopiowanie rysunków Tadka było moim nałogiem.
Wielu z nas prowadziło pamiętniki. Pamiętnik dawało się znajomym do wpisania się. Naogół był to rysunek i pozdrowienia. Mój pamiętnik zaginął ale pamiętam, że Andrzej Weychert narysował mi czarnym i czerwonym tuszem piękną myszkę Miki.
Na zjeździe okazało się, że Rysiek Ćwiąkała zachował swój pamiętnik, a

Proszę najechać myszą na powyższe zdjęcie a po chwili pokaże się mój wpis.
Zaskoczył mnie ten wpis. Rok 1955, to już szkoła średnia. Wydawało mi się, że wtedy już nikt nie prowadził pamiętnika. Wydawało mi się też, że wtedy byłem już bardziej niezależny.
Wspomnienia przynoszą wiele niespodzienek.
Tym razem obyło się bez bitki.

Jedynym istotnym wydarzeniem jakie pamiętam z klasy pierwszej (a może to była już druga klasa) była Pierwsza Komunia. W maju 1948 (albo 1949) roku.
Dziewczynki miały być ubrane na biało a chłopcy – porządnie plus biała lilia w dłoni.
Wiosna była zimna, w Kielcach nie można było dostać kwiatów. Komitet rodzicielski zdecydował wysłać dwie panie do Krakowa po zakup lilii. Lilia plus udział w kosztach podróży to był poważny wydatek. Matka spytała mnie niepewnie czy zadowolę się lilią z papieru.

Komunia1949

Oczywiście, że się zadowolę, kwiaty były dla mnie czymś bardzo odległym. Okazało się, że Tadek wystąpił również z papierową lilią.

Ja jestem ten wyższy po prawej. Jak widać czesałem się wtedy na bok. Nazywało się to – na poleczkę. Moje bujne włosy trzeba było trzymać w ładzie spinką.

Po komunii sprawdziła się przepowiednia, że ostatni będą pierwszymi. Po części oficjalnej rozpoczęły się zabawy i oczywiście doszło do walki na lilie. Nasze, papierowe na drucie, wytrzymały wszelkie ataki. Naturalne lilie, pocięte i połamane, walały się po podłodze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s