Prehistoria

Urodz

Z najwcześniejszego dzieciństwa pamiętam zapach węgla. To musiał być przełom 1944/45 roku, Armia Czerwona wyzwalała Kielce. Podczas bombardowań schodziliśmy do piwnicy, w której lokatorzy składowali węgiel.
Jak pachnie węgiel? Jak to określić? No, jak węgiel. Najmocniej w piwnicy pachniało drewno, ścianki działowe komórek były dość nowe. Ale pod tym zapachem drewna czaił się chłodny, czarny, lekko kwaśny zapach węgla.
Często nie było światła, wtedy siedzieliśmy przy świeczce. Dobrze pamiętam msze odprawiane w piwnicy, w przejściu między komórkami, przy świecach. Oczywiście jeszcze wtedy nie wiedziałem o nabożeństwach pierwszych chrześcijan w rzymskich katakumbach, ale gdy się dowiedziałem moje wspomnienie wkomponowało się w moją wizję religii.
Ojca w piwnicy nie było.  

Czyli mam jeszcze wcześniejsze wspomnienie – zabawa z Ojcem klockami na podłodze, jakaś taka krótka migawka. I następne wspomnienie – trumna z Ojcem w pokoju na końcu korytarza. Stała na podwyższeniu, ale mnie wydawało się, że stoi bardzo, bardzo wysoko, prawie pod sufitem.

Mieszkaliśmy w domu Fundacji Malskiej. Pełna nazwa to dom dla zubożałej inteligencji i starszych pań z ziemiaństwa – KLIK. Dom mieścił się przy ulicy Seminaryjskiej – jakże słuszna nazwa ulicy w Klerykowie.
Moi Rodzice przeprowadzili się tam z Warszawy w 1943 roku w nadziei, że Kielce są bezpieczniejszym miejscem. Zapewne były, uniknęliśmy wraz z Matką koszmaru Powstania. Ojciec zmarł w lutym 1944.
W domu Malskiej było ponad 50 pokoi, każdy o powierzchni 15 m2. W każdym pokoju był duży kaflowy piec, który rozpalało się od strony korytarza. My mieliśmy dwa pokoje, w jednym z nich Ojciec zamienił piec na kuchnię węglową.
W kuchni była komoda, stół, łóżko Matki i wiadro z wodą. Łazienka i toaleta była wspólna dla mieszkańców naszego półpiętra. W łazience była wanna lecz żeby podgrzać wdę trzeba było rozpalić ogień z dużym piecu. Nie sądzę żebym korzystał z kąpieli w wannie częściej niż raz na rok.
W pokoju był biały kaflowy piec, małe biurko, pudło na zabawki, szafa na ubrania, półka na książki i moje łóżko. Nadal pozostawało sporo miejsca do zabawy na podłodze.

Następna migawka to radzieccy żołnierze na podłodze w naszej kuchni. Siedzieli, jedli coś z menażek, przewijali onuce. Tylko tyle ich pamiętam.
Wróć, jeszcze pamiętam radziecki samolot, kukuruźnik, na łące niedaleko stawów należących do cegielni. Pilot wziął mnie do środka, pokazywał swoją kabinę, wreszcie zaproponował, że przeleci się ze mną. Matka ostro zaprotestowała. Na następną okazję lotu samolotem musiałem czekać 26 lat.

Lech

Naprzeciwko domu Malskiej była duża stodoła. Stodoła i przyległe do niej pola należały do Kościoła. Chodziliśmy czasem na te pola. Tam zobaczyłem po raz pierwszy maki i chabry.

Pamiętam kilka lokatorek domu Malskiej. To znaczy, osób nie pamiętam, pamiętam, że odwiedzaliśmy starsze panie, zapewne z ziemiaństwa. Rozmawiały z moją Matką pijąc herbatę a mnie dawały do przeglądania swoje książki. Dobrze pamiętam Don Kichota bogato ilustrowanego miedziorytami. Prosiłem Matkę, żeby mi poczytała tę bajkę, ale opowiadała mi tylko coś o rycerzu, który walczył z wiatrakami.

Dużo lepiej pamiętam wizyty na cmentarzu, musiały być dość częste.
Matka siedziała pogrążona w myślach a ja bawiłem się na sąsiednim grobie. Dobrze nadawał się do zabawy gdyż był ogrodzony łańcuchami o dużych ogniwach. Wyobrażałem sobie, że te łańcuchy to gąsiennice czołgu a ja jestem jego dowódcą.

Po wielu, wielu latach, w 2006 roku, odwiedziłem kielecki cmentarz. Grobu mojego Ojca już od dawna tam nie ma, ale grób z łańcuchami-gąsiennicami przetrwał…

Czołg

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s